Ważne

Skutki budowy muru na granicy polsko-białoruskiej, wywiad z prof. Bogdanem Jaroszewiczem

Budowa muru na granicy polsko-białoruskiej. Zdj. Obóz dla Puszczy

Wywiad z prof. Bogdanem Jaroszewiczem, kierownikiem Białowieskiej Stacji Geobotanicznej Wydziału Biologii UW. Tekst pochodzi z artykułu w OKO.press

Negatywny wpływ dla Puszczy Knyszyńskiej i Augustowskiej

Katarzyna Kojzar, OKO.press: Jak wygląda sytuacja w Puszczy? Prace nad budową muru już ruszyły?

Prof. Bogdan Jaroszewicz, Białowieska Stacja Geobotaniczna Wydziału Biologii UW: Nie wiem, jak dokładnie wygląda sytuacja na samej granicy, bo tego nikt poza służbami i samym deweloperem nie jest w stanie sprawdzić. Natomiast ruszyły z pewnością prace nad przygotowaniem dróg dojazdowych z Białowieży na granicę.

W Białowieży jest punkt, gdzie jest gromadzone kruszywo, przyjeżdżają ciężarówki, wywrotki ze żwirem. Ruch się zaczyna.

Mur ma mieć 186 km długości. Znamy jego dokładny przebieg?

Jest zgodny z granicą. Ma ciągnąć się od miejsca spotkania granicy polsko-litewsko-białoruskiej na północy aż do Bugu.

Wiemy, że w Puszczy Białowieskiej ta bariera nie powstanie na odcinku, gdzie granica pokrywa się z rzeką Przewłoką i Leśną. To jest niedługi odcinek, nieco ponad 3 km. Uzyskaliśmy również informację od Marka Chodkiewicza, pełnomocnika rządu ds. budowy tego muru, że zapora nie powstanie w miejscach, gdzie stabilny grunt znajduje się zbyt głęboko.

Technologia budowlana ma być podobna do tej używanej przy stawianiu ekranów dźwiękochłonnych wzdłuż autostrad.

Z punktu widzenia konstrukcyjnego nie opłaca się robić nawiertów głębszych niż 6 metrów. Jeżeli więc nie da się zakotwiczyć słupów konstrukcyjnych do takiej głębokości, to w takich miejscach bariera też nie powstanie.

Na razie jednak badania gruntu nie zostały wykonane, więc nie wiemy dokładnie, gdzie takie miejsca są. Trzeba jednak podkreślić, że mur powstanie nie tylko w Puszczy Białowieskiej – jego negatywny wpływ na przyrodę będzie dotyczył również Puszczy Knyszyńskiej, Puszczy Augustowskiej i innych terenów wzdłuż granicy.

Nawłoć i erechtites, inwazyjne rośliny

Wydaje mi się, że jesteśmy teraz w najbardziej wrażliwym momencie. Rusza budowa, wjeżdża ciężki sprzęt, zaczyna się hałas i ruch w miejscach, gdzie do tej pory nie docierały ani samochody, ani ludzie.

Miejsc, do których samochody i ludzie nie docierali nie mamy odkąd zaczął się kryzys na granicy. Pojazdy wojskowe i Straży Granicznej już były chyba wszędzie, gdzie tylko mogły dojechać.

Bardziej niebezpieczne jest to, że same pojazdy są nośnikiem nasion roślin inwazyjnych. Wiele gatunków przenosi się na kołach pojazdów. Mogą być też zawleczone z kruszywem, z piaskiem, żwirem, który będzie używany do produkcji betonu czy naprawy dróg. Do budowy muru będą potrzebne drogi dojazdowe, co prawdopodobnie będzie się wiązało z poszerzeniem regularnych dróg leśnych.

Gleba w takich miejscach zostanie pozbawiona okrywy roślinnej, stanie się więc podatna na kolonizację przez gatunki inwazyjne, których siewki nie będą musiały konkurować z rodzimymi roślinami. To będą drogi kolonizacji Puszczy przez te gatunki.

O jakich gatunkach inwazyjnych mówimy?

Na przykład niecierpek drobnokwiatowy, który już prawie całą puszczę zasiedlił. Nie dotarł jeszcze do obszaru ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego. Wzmożony ruch na granicy zwiększa prawdopodobieństwo, że ten gatunek jednak wejdzie również do obszaru ochrony ścisłej – jego nasiona są przenoszone albo na kołach pojazdów, albo pod butami ludzi, albo pod kopytami zwierząt. Innym przykładem są nawłocie, kanadyjska czy późna.

To są rośliny otwartych terenów i kolonizują np. Polanę Białowieską, a szeroka droga dojazdowa do budowy to już wystarczająco otwarta dla nich przestrzeń. Po cięciach w latach 2017-2018 obserwowaliśmy, jak nawłoć wkraczała na zręby i na drogi uszkodzone przez harvestery.

Trzeci gatunek warty wymienienia stosunkowo niedawno pojawił się w Puszczy – erechtites jastrzębcowaty. Też jest gatunkiem otwartych terenów, będzie się rozprzestrzeniać wzdłuż dróg. Nasiona nawłoci i erechtites są roznoszone przez wiatr. Kolonizacji terenu przez te gatunki sprzyja pojawienie się gruntu niezarośniętego innymi roślinami, wtedy łatwo kiełkują z nasion.

Można z tym jakkolwiek walczyć?

Jeśli mówimy o gatunkach światłolubnych, typowych dla terenów otwartych, to Puszcza sama sobie z nimi poradzi. Kiedy korony drzew się zamkną, te gatunki powoli powinny się wycofać. W przypadku niecierpka drobnokwiatowego batalię już przegraliśmy.

Gady i płazy w niebezpieczeństwie

Ile drzew ma zostać wyciętych pod budowę muru?

Tu znowu powołam się na rozmowę z pełnomocnikiem rządu: wszelkie ewentualne cięcia mają się zmieścić w pasie granicznym, który już i tak jest pod jurysdykcją straży granicznej. To jest pas o szerokości 15 metrów od linii granicy. Taki pas ma być wystarczający z punktu widzenia technicznego przejazdu pojazdów. Pytanie, czy w tym pasie będą potrzebne jakieś wycinki. Tego nie jestem w stanie ocenić.

Jak mur zaszkodzi zwierzętom żyjącym w Puszczy?

Zagrożenia są wielorakie, zależne od grupy zwierząt. Jeżeli bierzemy pod uwagę duże ssaki, to będą płoszone i zmienią się ich osobnicze areały. A to znaczy, że zmienią się areały zajmowane przez całe stada. Ze stref bardzo intensywnie użytkowanych część zwierząt będzie musiała się wycofać. Jak one się pomieszczą w spokojniejszych miejscach w Puszczy? Trudno przewidzieć. To może prowadzić do większych konfliktów, większej konkurencji o przestrzeń.

Ptaki w najbardziej zaburzonych miejscach mogą nie przystępować do lęgów. Może znajdą sobie miejsce do gniazdowania w głębi Puszczy. Nie wiemy tego, bo sytuacja jest wyjątkowa – nie mieliśmy tak dużego zaburzenia w Puszczy.

Natomiast bardzo duży problem widzę w przypadku płazów i gadów.

To znaczy?

Na wiosnę płazy wędrują do miejsc rozrodu. Z pewnością widziała pani wielokrotnie takie płotki wzdłuż różnych tras, ulic. One miały za zadanie gromadzenie płazów albo skierowanie ich do przejść pod drogami.

Tu nikt takich płotków nie będzie stawiać. Nie będzie się płazów przenosić, więc jest ryzyko, że wiele płazów zostanie po prostu rozjechanych na drogach. Z kolei gady na wiosnę szukają otwartych miejsc, aby wygrzewać się w słońcu. Drogi są doskonałym terenem, a na drogach obsługujących budowę będzie duży ruch. Obawiam się, że tutaj też straty w populacji gadów mogą być wysokie.

Drapieżniki utkną na granicy

Kiedy wzdłuż granicy rozwijano zasieki z drutu, rozmawiałam z prof. Rafałem Kowalczykiem. Zwracał uwagę na to, że nawet concertina jest problemem dla zwierząt, bo odcina im drogi migracji. Taki mur będzie pewnie jeszcze większą barierą?

Niewątpliwie. Trzeba podkreślić, że po stronie białoruskiej bariera istniała od końca lat 80. „Sistema” to około dwumetrowej wysokości płot z drutu kolczastego. W ostatnich dekadach w różnych miejscach ten mur był jednak mocno zaniedbany. I przynajmniej duże drapieżniki były w stanie przez niego przechodzić. Instytut Biologii Ssaków z Białowieży prowadził badania nad mobilnością zwierząt, nakładając nadajniki rysiom i wilkom. Stąd wiemy, że drapieżniki te przechodziły na stronę białoruską. Ostatnie dwa, trzy lata pokazały, że nawet niedźwiedź był w stanie przez tę barierę przejść.

Concertina prawdopodobnie już mocno ograniczyła tę możliwość.

Nowa projektowana bariera będzie miała 5 m wysokości: pół metra płyty litego betonu, a powyżej mają być elementy pionowe, metalowe.

Przestrzeń między nimi ma wynosić 12 cm. Przy gruncie będą dwa otwory o średnicy 10 cm, dzięki którym gryzonie, łasice będą w stanie przejść. Ale większe zwierzęta sobie nie poradzą. Jest to problem, zwłaszcza w przypadku gatunków o niskiej liczebności jak ryś.

W polskiej części Puszczy ta populacja krzyżowała się głównie poprzez granicę z rysiami po białoruskiej stronie. Po powstaniu bariery zostanie nam po polskiej stronie kilkanaście rysi, które będą się krzyżować między sobą. A to prowadzi do obniżenia zróżnicowania genetycznego populacji, obniża odporność zwierząt na choroby i kondycję osobników. Niska liczebność populacji powoduje też, że strata każdego osobnika w wyniku chociażby wypadku drogowego czy choroby zbliży gatunek do krawędzi wymarcia.

22 bramki

Straż Graniczna i rząd zapowiadają, że na całej długości muru mają powstać 22 otwierane bramki dla większych zwierząt. Rysie, wilki czy żubry przyzwyczają się do takich przejść? To może jakoś pomóc?

Diabeł tkwi w szczegółach. Już wiemy, że te bramy mają mieć 5 metrów szerokości. Jeżeli byłyby w pełni otwarte, to zwierzęta prędzej czy później zaczęłyby przez takie bramy przechodzić. Natomiast nadal nie wiadomo, jak one będą rozmieszczone. 22 bramy na 186 km długości litej bariery – to średnio jedna brama na 8,5 km. Niewiele. Usłyszeliśmy, że zagęszczenie tych bram, tu w Puszczy Białowieskiej, będzie większe niż na pozostałym odcinku. To bardzo dobrze dla Puszczy, ale jednocześnie oznacza, że na pozostałym odcinku będzie jedna brama np. co 20 km. Dla przyrody to duży problem.

Problemem jest też to, że bramy prawdopodobnie nie będą otwarte – wtedy cały mur, który w teorii ma zatrzymać osoby przekraczające zieloną granicę, traci sens.

Ma pani rację, dopóki nie ustanie na granicy presja migracyjna ze strony ludzi, te bramy będą po prostu zamknięte. Bardzo dobrze, że zostały przewidziane, bo kiedy już będą otwarte, to staną się jakąś formą zmniejszenia negatywnego wpływu tej bariery na przyrodę. Ale jest to minimalna pomoc.

Zwierzęta się przyzwyczają do tych lokalizacji? Będą wiedziały, gdzie szukać przejść?

Najlepiej byłoby, gdyby bramy były zaplanowane w takich miejscach, gdzie dzięki badaniom monitoringowym wiadomo, że zwierzęta już w przeszłości przechodziły przez granicę. Takie miejsca nie są przypadkowe. One z reguły są najwygodniejszymi przejściami, nie przebiegają przez bagniste tereny, są osłonięte krzewami, dzięki czemu zwierzęta czują się bezpiecznie.

Były jakieś rozmowy z naukowcami na ten temat?

Wiem, że były takie wstępne konsultacje w listopadzie 2021 roku, ale nie brałem w nich udziału. Instytut Biologii Ssaków PAN przekazał stronie ministerialnej swoje sugestie, miejmy nadzieję, że zostaną wykorzystane.

Mur dla zwierząt, nie dla ludzi

„Tragedia humanitarna szybko staje się poważnym zagrożeniem dla Puszczy Białowieskiej” – pisał pan razem z innymi naukowcami w liście, jaki ukazał się w „Science”. Myśli pan, że jest jakiś sposób, który nie tylko rozwiązałby kryzys humanitarny, ale też ochronił przyrodę? Była jakakolwiek szansa na kompromis?

Z przyrodniczego punktu widzenia z pewnością najlepiej by było, gdyby ten mur po prostu nie powstał. Na świecie istnieje kilkadziesiąt tysięcy kilometrów różnych płotów i zapór na granicach. One pokazują wyraźnie, że nie ma możliwości istotnego zmniejszenia negatywnego wpływu na przyrodę. Badania wyraźnie pokazują, że mury tak naprawdę nie rozwiązują problemu migracji ludzkich.

Człowiek jest w stanie zawsze znaleźć rozwiązanie alternatywne, poczynając od kopania tuneli pod takimi zaporami, poprzez przechodzenie nad zaporami. Widziałem nawet zdjęcie z zapory amerykańsko-meksykańskiej, gdzie przez kilkumetrowy mur po szynach przejeżdża jeep cherokee, choć to dość duży pojazd.

Jeżeli mamy do czynienia z przemytnikami, którzy są zainteresowani zyskiem, to oni zrobią wszystko, żeby zarobić na umożliwianiu przejścia przez granicę. Po prostu koszt przekroczenia granicy będzie wyższy. A w ostateczności uchodźcy zostaną przekierowani i pójdą przez granicę ukraińsko-polską. Dla zwierząt z kolei te bariery są nieprzekraczalne. Ludzie sobie z nimi poradzą, zwierzęta nie mają szans.

Mamy taki przykład na polskim podwórku, na granicy z Niemcami, gdzie powstał płot, który miał chronić przed rozprzestrzenianiem się ASF. Zwierzęta nie potrafią go ominąć, przejść, a często też giną, zahaczając się o przęsła.

W przypadku muru na granicy z Białorusią konstrukcja jest na tyle szczelna, że nie powinna powodować bezpośredniego zagrożenia dla życia czy zdrowia zwierząt. Być może drut na szczycie płotu może być niebezpieczny dla ptaków, które nisko latają, ale generalnie prawdopodobieństwo skaleczenia będzie niższe. Największym problemem jest to, że przecinamy areały osobnicze, przecinamy na pół populację, przecinamy po prostu ekosystem, który dotychczas funkcjonował jako całość. Nagle jego część zostanie odizolowana.

Wydeptane ścieżki, śmieci między drzewami

Jak wielomiesięczny kryzys na granicy wpłynął na przyrodę Puszczy? Wydaje się, że militaryzacja tego terenu, obozy imigrantów – to nie mogło być dla środowiska obojętne.

Rzeczywiście w lesie, w różnych miejscach znajdujemy śmieci. Ludzie, którzy wędrowali przez Puszczę zostawiali po sobie a to opakowania po jedzeniu i napojach, często zużyte buty, ubrania, bagaż.

Obawiam się, że miejsc, gdzie takie śmieci nadal są, jest bardzo dużo. Jeszcze nim spadł śnieg różne grupy ochotników organizowały sprzątanie lasu. Gdziekolwiek taka akcja miała miejsce, to wychodziło się z worami pełnymi śmieci. To z pewnością jest problem, którego nie pozbędziemy się przez lata.

W niektórych miejscach widać też efekty wydeptywania. Tam, gdzie uchodźcy szukali np. miejsca przekroczenia rzeki, powstały szerokie wydeptane wzdłuż rzek ścieżki. To były przecież setki ludzi, którzy próbowali znaleźć przeprawę. Często w miejscach, które przedtem nie były użytkowane przez człowieka.

Myśli pan, że po zakończeniu budowy postulat, żeby objąć całą Puszczę parkiem narodowym będzie miał sens? Czy las, w którym stoi ogromna konstrukcja, nadal kwalifikuje się do objęcia go najwyższą formą ochrony?

Nadal miałby sens, bo zapora stoi na granicy. Jeśli Puszcza stałaby się parkiem narodowym, to park nie miałby tej zapory w swoich granicach. Puszcza nadal, mimo wszystko, będzie najlepiej zachowanym kompleksem leśnym w naszym kraju, a więc niewątpliwie warto ją chronić w najlepszy możliwy sposób.

Polska łamie międzynarodowe konwencje

Puszcza Białowieska jest też obiektem światowego dziedzictwa UNESCO.

I tu pojawia się problem, bo cała Puszcza Białowieska jest obiektem światowego dziedzictwa UNESCO. Cała, czyli i po polskiej, i po białoruskiej stronie. Jest obiektem transgranicznym, czyli jednym, zarządzanym teoretycznie przez wspólne ciało. Kiedy zostanie przecięta przez barierę, powstaje pytanie czy to jest nadal jeden obiekt transgraniczny? Czy teraz to już dwa obiekty? I jak na to zareaguje UNESCO?

Jak może zareagować?

Jest wiele przykładów obiektów, które nawet przy mniejszym stopniu ingerencji były przenoszone na listę tzw. obiektów światowego dziedzictwa w zagrożeniu. Jest tam ponad 50 obiektów spośród 1100, które w ogóle są na liście. Ale są też trzy obiekty w historii UNESCO, które zostały z listy wykreślone. To np. kulturowy obiekt w Dreźnie, w Niemczech, który chronił dolinę Elby ze średniowieczną zabudową.

Został wykreślony, ponieważ władze Drezna wybudowały przez środek kilkupasmowy most przez Elbę. Czyli zasadniczo zrobiły coś podobnego, co my robimy tu w Puszczy.

Zobaczymy, jak zareaguje UNESCO, ponieważ niewątpliwie wszelkie tak poważne ingerencje wobec światowego dziedzictwa, powinny być wcześniej z UNESCO skonsultowane. Z pewnością tego nie zrobiono. Ustawą z 4 listopada 2021 ustalono, że budowa nie podlega pod polskie przepisy jak prawo budowlane czy ochrony środowiska. Jednak nie da się ustawą uchylić obowiązywania konwencji międzynarodowej. Obiekty światowego dziedzictwa są tworzone na podstawie Konwencji Paryskiej w sprawie ochrony światowego dziedzictwa kulturalnego i naturalnego.

Budową muru złamiemy jeszcze inne międzynarodowe ustalenia?

Tak. Zapora narusza zapisy Konwencji Berneńskiej o ochronie gatunków dzikiej flory i fauny europejskiej oraz ich siedlisk. Ta konwencja koncentruje się na ochronie gatunków i siedlisk gatunków rzadkich, zagrożonych na terenie Europy, które dla ochrony wymagają współpracy między państwami. Wśród puszczańskich zwierząt są tam wymienione m.in. wilk, ryś, niedźwiedź. Oba kraje, i Polska, i Białoruś, są sygnatariuszami tej konwencji. Tutaj więc niewątpliwie również naruszamy nasze zobowiązania międzynarodowe.

Kiedy mur już stanie, koparki wyjadą z Puszczy, zrobi się względnie cicho, a bramy zostaną otwarte, to Puszcza sobie poradzi?

Musimy sobie uzmysłowić i to już na tym etapie, że to nie jest tak, że bariera powstanie i nie będzie przy niej ruchu. Że będą znowu tylko patrole straży granicznej, jak dawniej. Tak się nie stanie. Bariera ma być metalowa, będzie więc wymagała konserwacji i ciągłego utrzymania. Prawdopodobnie raz na kilka lat musi być odmalowywana albo pokrywana środkami zabezpieczającymi przed korozją. To oznacza, że co kilka lat będziemy mieli tam aplikowane do środowiska tony chemikaliów, które będą się roznosiły w powietrzu, będą skażały glebę i zasoby wodne wzdłuż muru. O tym na razie nikt nie mówi. Ale to logiczna i tragiczna konsekwencja powstania tej bariery.


Prof. Bogdan Jaroszewicz – kierownik Białowieskiej Stacji Geobotanicznej Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, profesor nauk ścisłych i przyrodniczych. Jego badania skupiają się na poznawaniu czynników i procesów kształtujących ekosystemy leśne, ich różnorodność biologiczną i dynamikę.