Ważne

Dlaczego warto chronić rzeki?

Fot. A. Mikulski, rzeka Krutynia
Im mniej ingerujemy w system rzeczny, tym paradoksalnie więcej zyskujemy i jesteśmy bezpieczniejsi. Trendy ulegają odwróceniu – zamiast regulować, odtwarza się zniszczone niegdyś rzeki, odbudowuje ich tereny zalewowe, wysadza w powietrze zapory.

CO DAJE NAM RZEKA

Postrzeganie przyrody w krajach rozwiniętych zmieniło się w ostatnich dziesięcioleciach radykalnie. Całkowite, często drastyczne przekształcenie środowiska naturalnego pociągnęło za sobą liczne skutki dla człowieka, widoczne gołym okiem, odczuwalne na wielu poziomach, od fizjologicznego, po społeczny i ekonomiczny. Stworzyło to przestrzeń do powstania nowej dziedziny wiedzy zajmującej się szacowaniem wartości tak zwanych usług ekosystemowych, a więc materialnych korzyści, jakie potencjalnie niosą ze sobą elementy przyrody. Część z takich usług jest prosta do zdefiniowania i wyceny, część trudna do ścisłego określenia. Z części nadal zapewne nie zdajemy sobie do końca sprawy. Obliczanie wartości czerpanych ze środowiska zysków stanowi więc w gruncie rzeczy odzwierciedlenie wiedzy i stereotypów społeczności, która te zyski czerpie. Wiedza społeczeństwa wpływa na jego oczekiwania, jest więc czynnikiem bezpośrednio modyfikującym ocenę decyzji dotyczących ingerencji w środowisko. Im jest większa, tym ingerencje takie są trudniej akceptowalne. Nic więc dziwnego, że w krajach doświadczających silnie negatywnych skutków degradacji środowiska, a jednocześnie charakteryzujących się lepiej wyedukowanym społeczeństwem, zamiast sloganu „nie stać nas na ochronę przyrody” zaczyna pojawiać się hasło alternatywne: „nie stać nas, aby przyrody nie chronić”. W Polsce największy dysonans w porównaniu z krajami bardziej rozwiniętymi wiąże się, jak się wydaje, ze spojrzeniem na rzeki. Aby skutecznie prześledzić wszystkie usługi ekosystemowe jakie daje nam rzeka warto chyba rozpocząć od analizy przyczyn, dla których osadnictwo człowieka skupiało się „od zawsze” w dolinach rzecznych.

Rolnictwo i woda

Pierwszym, znanym już ze szkoły powodem takiego stanu rzeczy są „życiodajne wylewy” niosące ze sobą rokrocznie osady bogate w substancje odżywcze, dzięki którym doliny rzeczne były zawsze najżyźniejszymi terenami uprawnymi, niewymagającymi praktycznie sztucznego nawożenia. Wezbrania rzek wiążą się jednak z kilkoma innymi ważnymi skutkami. Podczas wysokich stanów, nieuregulowane rzeki zasilają w wodę położone w dolinie mokradła i starorzecza. Tworzą więc wraz z terenami podmokłymi i drobnymi zbiornikami wodnymi skomplikowany system retencjonujący (zatrzymujący) wodę w krajobrazie, stabilizujący poziom wód gruntowych i zapobiegający negatywnym skutkom suszy. Także poza okresami wezbrań, wolno płynąca meandrującym korytem rzeka zasila okoliczne wody gruntowe i zwiększa ilość wody w krajobrazie. Zasoby czystej wody, bezpośrednio warunkujące nasze życie i zdolność do produkcji żywności, można potraktować jako drugą, ważną usługę ekosystemową jaką daje nam rzeka.

Bezpieczeństwo

Retencja wiąże się z trzecim, nie mniej ważnym zadaniem doliny rzecznej, a więc zapobieganiem powodziom. System meandrującej powoli rzeki wraz z przyległymi terenami zalewowymi, starorzeczami i mokradłami działa jak gąbka, „wsysając” wodę i obniżając wysokość fali wezbraniowej. Naturalna retencja stanowi więc swoisty bufor stabilizujący przepływy w rzece, łagodząc skrajnie niskie (susza) i skrajnie wysokie (powódź) przepływy. Warto zaznaczyć, że nie mniej ważnym elementem systemu zmniejszającego ryzyko powodzi i suszy jest zatrzymywanie wody opadowej w zlewni, a więc w obszarze, z którego woda deszczowa zasila rzekę. Większość opadów w Polsce spada w terenach górskich, a nachylenie terenu sprzyja tam powierzchniowemu spływowi wody, generującemu najostrzejsze fale wezbraniowe. Bujnym buczynom dolnego regla, porastającym niegdyś południe naszego kraju i efektywnie zatrzymującym wodę za pomocą intercepcji (na powierzchni – liści, łodyg i martwego drewna) i retencji glebowej, zawdzięczaliśmy w dużej mierze mniejsze niż dzisiaj wahania poziomów wody w rzekach.

Rybactwo

Mówiąc o osadnictwie w dolinach rzecznych, zwłaszcza w naszych szerokościach geograficznych, nie sposób nie wspomnieć o połowie ryb jako jednym z głównych sposobów zdobywania pokarmu przez nadrzeczne społeczności. Warto zwrócić uwagę na fakt, że spośród gatunków słodkowodnych preferowane były zazwyczaj ryby wędrowne. Wiąże się to zarówno z wysoką wartością smakową mięsa ryb dobrze pływających, do których należą anadromiczne (dwuśrodowiskowe, rozmnażające się w wodach słodkich) i katadromiczne (dwuśrodowiskowe, rozmnażające się w morzach) ryby rzeczne, jak i masowym pojawianiem się ich w rzece w określonym momencie roku i możliwością prostego ich odłowu w dużych ilościach. Ryby takie jak jesiotr, łosoś, troć wędrowna, certa, czy wegorz były zresztą tradycyjnie ozdobą polskich stołów. Ich dostępność można więc uznać za kolejną, czwartą już usługę ekosystemową świadczoną przez rzekę.

Samooczyszczanie

W dobie kanalizacji i oczyszczalni ścieków trudno sobie wyobrazić świat bez tych udogodnień. Od zarania ludzkiego osadnictwa funkcję tę spełniały rzeki, odbierając wszelkie ścieki bytowe i oczyszczając je w sposób naturalny na tyle skutecznie, że mimo wylewanych do rzeki pomyj i fekaliów można było korzystać z wody poniżej. Można to uznać za piątą ważną usługę ekosystemową rzeki. Jak pokazują badania, nawet znacząco przekształcona Wisła w Warszawie, w latach 80-tych XX wieku, a więc w okresie, gdy nie działały jeszcze oczyszczalnie ścieków, była w stanie na odcinku 10 kilometrów zlikwidować zawiesiny dostające się do niej z miejskich kolektorów ściekowych. Potencjał do samooczyszczenia rzeki zależy wydatnie od naturalności procesów w niej zachodzących. W oczyszczeniu takim współdziała cała biocenoza złożona z bakterii, roślin, pierwotniaków, drobnych i większych organizmów. W zależności od typu rzeki, ważnym biologicznym elementem tego procesu może być roślinność zanurzona, bakterie i inne organizmy zasiedlające wodę przepływającą pomiędzy ziarnkami piasku podwodnych przykos działających jak ogromne filtry, czy populacje filtrujących małży. Także niesiony przez rzekę drobnocząsteczkowy osad skutecznie usuwa z wody adsorbujące na nim liczne substancje toksyczne (takie jak np. metale ciężkie) i sole pierwiastków biogennych. Kluczowym elementem procesu samooczyszczenia jest jednak efektywne mieszanie i natlenianie wody oraz rozcieńczanie zanieczyszczeń, wszystko to zapewniane przez nieuregulowany, pełen zawirowań (turbulentny) przepływ.

Zwierzęta w dolinie rzecznej

Człowiek od zawsze uzależniony był od licznych organizmów. Wiele zwierząt wykorzystywał jako pokarm, inne przynosiły mu korzyści bardziej pośrednie, np. chroniąc przed nadmierną presją owadów, zapylając uprawy, czy wreszcie dostarczając pozytywnych bodźców estetycznych. To również w dużej mierze usługi ekosystemowe świadczone przez rzekę. Doliny rzeczne są bowiem pełne życia, stanowiąc najsilniej zróżnicowany biologicznie ekosystem w naszej szerokości geograficznej. Okresowe wezbrania tworzą na nieodgraniczonej od rzeki terasie zalewowej mozaikę siedlisk obejmującą drobne zbiorniki, mokradła, lasy łęgowe, łąki, murawy kserotermiczne, piaszczyste wydmy i wiele, wiele innych. Część siedlisk, jak na przykład dynamicznie niszczone pionowe skarpy i wyrwy na zakolach rzeki, występuje jedynie w dolinach rzecznych, powstając w wyniku migracji rzecznego koryta. Liczne gatunki zwierząt odnajdują tu warunki dogodne do odpoczynku i żerowania, a liniowy charakter doliny nadaje jej wymiar arterii wspomagającej przemieszczanie się organizmów. Czyni to doliny rzeczne niezwykle efektywnymi korytarzami ekologicznymi. Miejsce przemieszczania jest automatycznie miejscem, gdzie skupiają się zwierzęta. Okresowo więc ich liczba i zróżnicowanie taksonomiczne (liczba gatunków) jest jeszcze większa niż wynikałoby to z i tak ogromnego zróżnicowania siedliskowego. Wszelkie mierzalne profity z różnorodności świata zwierzęcego można potraktować grupowo jako szóstą usługę ekosystemową rzek.

Rola krajobrazu

Wiele wskazuje na to, że człowiek podświadomie ceni naturalność krajobrazu. W epoce urbanizacji, pośród ludzi, których było na to stać, modnym stało się wieszanie na ścianach wiejskich pejzaży (często wręcz przysłowiowych landszaftów), wycieczki w dzikie tereny, modelowanie przestrzeni wypoczynkowej na wzór naturalnej, posiadanie wiejskiego domu, etc. Współczesne badania pokazują, że ma to wymiar wręcz fizjologiczny. Naturalność krajobrazu w jakim jesteśmy zanurzeni, nawet pomijając dodatkowo wynikające z niego korzyści klimatyczne i toksykologiczne (czystsze powietrze), bezpośrednio wpływa na nasz dobrostan (ang. well-being)*, zmniejszając podatność na choroby i koszty opieki zdrowotnej, a także wydłużając życie. Jednym z bardziej spektakularnych przykładów takiego naturalnego krajobrazu jest meandrująca przez dolinę zalewową rzeka. Siłą takiego krajobrazu jest nieregularność form, zróżnicowanie przestrzeni i zmienność jej pokrycia w czasie. Jego atrakcyjność widać zarówno w malarstwie pejzażowym, jak i praktyce urbanistycznej. Miejska zieleń zorganizowana wokół wijącego się koryta rzecznego jest atrakcyjna i przyciągająca ludzi samoistnie. Widać to dobrze na przykładach realizacji np. w Bishan Park w Singapurze. Znaczenie rzek w tworzeniu „zdrowego” krajobrazu można zakwalifikować jako siódmą, główną usługę ekosystemową rzeki.

CO I JAK TRACIMY REGULUJĄC RZEKI

Regulacja boczna

Każda regulacja rzeki, ograniczająca naturalne procesy, upośledza świadczone przez nią usługi ekosystemowe. Od typu regulacji zależy, które z nich dotknięte są silniej, a które słabiej. Najprostsza regulacja polega na prostowaniu koryta, co często połączone jest z jego zwężeniem i obudową. W konsekwencji rzeka pokonuje tę samą różnicę wzniesień na krótszym odcinku, woda płynie więc szybciej. Płynąc szybciej, szybciej też wcina się w podłoże, obniża dno i dodatkowo drenuje (ściąga) wody gruntowe. Wszystkie te procesy przyspieszają odpływ wody ze zlewni, zwiększając znacząco ryzyko powodziowe poniżej. Szczególnie niebezpieczne jest w tym kontekście regulowanie potoków i rzek górskich, co w połączeniu z niszczeniem lasów, polegającym na zamianie ich w jednogatunkowe, iglaste uprawy o niewielkiej zdolności retencyjnej, drastycznie zwiększa zagrożenie powodziowe w kotlinach i na nizinach. Jednocześnie, szybkie odprowadzanie wody osusza zlewnię, zwiększając w okolicy uregulowanego odcinka prawdopodobieństwo wystąpienia suszy, co coraz częściej obserwujemy.

Stowarzyszone z regulacjami zubożenie siedliskowe i biologiczne rzek uderza bezpośrednio w ryby, ograniczając ich bazę pokarmową. Wiele ryb ma określone wymagania siedliskowe zmieniające się w toku ontogenezy (tj. w trakcie życia), toteż zanik części siedlisk może w istotny sposób ograniczyć ich występowanie. Dotyczy to zarówno cennych gatunków wędrownych, jak i populacji lokalnych.

Prostowanie rzeki zmniejsza tempo mieszania i natleniania wody, ogranicza rozcieńczanie zanieczyszczeń i – jak wspomniano wyżej – obniża zróżnicowanie siedliskowe i biologiczne. Upośledza to kluczowe elementy warunkujące jej samooczyszczenie. Aby jakość i koszty uzdatniania wody dla potrzeb człowieka na odcinku poniżej regulacji nie uległy zmianie, regulacja powinna wymuszać rewizję gospodarki wodno-ściekowej na wysokości i powyżej wprowadzonych modyfikacji koryta. Niezbędne jest znaczne poprawienie efektywności oczyszczania ścieków oraz ograniczeniu spływu substancji biogennych z pól. Ten ostatni cel można osiągnąć poprzez ograniczenie nawożenia lub utworzenie efektywnych stref wyłapujących zanieczyszczenia spływające ze zlewni. Mogą to być lasy łęgowe, mokradła, szuwary lub w ostateczności sztuczne bariery biogeochemiczne inaktywujące substancje biogenne, tj. wiążące fosforany oraz przekształcające azotany w uwalniany do atmosfery azot w formie gazowej wykorzystując proces denitryfikacji.

Regulacja ogranicza lub wręcz likwiduje tereny zalewowe, niszcząc zależny od okresowego podtapiania ekosystem doliny rzecznej. Nikną charakterystyczne i cenne siedliska, ginie zróżnicowany, mozaikowy krajobraz doliny. Znikają też organizmy, które wcześniej stanowiły nieodłączny element naszej życiowej przestrzeni. Nawożenie użytkowanych w dolinie gruntów staje się koniecznością lub wymaga intensyfikacji. Ograniczenie funkcjonowania korytarza ekologicznego może mieć jednak znacząco większe znaczenie, wykraczające poza rejon regulacji, a nawet cały obszar zlewni, czy kraju. Uderzyć może we wszystkie organizmy wykorzystujące go do przemieszczania się, włączając migrujące zwierzęta z populacji zasiedlających odległe tereny. Dotyczy to zwłaszcza regulacji dużych, nizinnych rzek, takich jak Wisła. Zniszczenie tworzonego przez nią korytarza ekologicznego może zaburzyć długodystansowe migracje ptaków, wpływając na ich występowanie na obszarach od Europy Północnej po Afrykę.

Regulacja, zwłaszcza połączona z obudową brzegów sztucznymi materiałami, niszczy naturalność krajobrazu i zmniejsza jego pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. Jest to coraz mocniej dostrzegany aspekt problemu.

Udrażnianie

Jednym z obowiązków, jakie nakłada ustawodawca na zarządcę wód, jest ich utrzymanie we właściwym stanie. W Unii Europejskiej oznacza to, zgodnie z Ramową Dyrektywą Wodną, dbałość o zrównoważoną ich eksploatację i dbanie o poprawę lub utrzymanie ich dobrego stanu ekologicznego. W Polsce, zwłaszcza w przypadku małych rzek, w aktualnej praktyce sprowadza się to zazwyczaj do utrzymania „odpowiedniego” przepływu ograniczającego podtapianie łąk i upraw. Efektem jest tzw. udrażnianie, czyli usuwanie z koryta górnej, często kilkudziesięciocentymetrowej warstwy namułów z wszystkimi organizmami w nich zawartymi (rybami, minogami, bezkręgowcami), co z reguły oznacza ich powolną śmierć na brzegu. Część z tych zwierząt należy do gatunków rzadkich i chronionych. Udrażnianie powoduje też usuwanie z koryta roślinności i innych naturalnych elementów warunkujących prawidłowe funkcjonowanie ekosystemu rzecznego i efektywne świadczenie przez niego usług ekosystemowych. Nawet martwe pnie drzew zwalonych do rzecznego koryta odgrywają istotną rolę, zwiększając nieregularność przepływu i tworząc specyficzne mikrosiedliska niezbędne dla funkcjonowania populacji wielu gatunków ryb. Koszty podjętych działań często znacząco przerastają wartość chronionych gruntów, nie mają więc elementarnego uzasadnienia ekonomicznego. Usunięcie osadów, zwiększając tempo odpływu wody ze zlewni, ma podobny wpływ na ekosystem jak regulacje, często zresztą wykonywane pod pozorem prac utrzymaniowych. Warto dodać, że usuwaniu osadów towarzyszy ich silna resuspensja (wzburzenie) i spływ niżej, co może prowadzić do zaburzenia funkcjonowania kolejnego odcinka rzeki.

Zbiorniki zaporowe

Budowa zbiornika zaporowego to najsilniej ingerująca w ekosystem forma regulacji. Rzeka de facto przestaje istnieć i zamienia się w jezioro przepływowe. Według modeli szacujących podatność jezior na degradację, jezioro zaporowe jest nią wyjątkowo silnie zagrożone, z uwagi na znaczny dopływ mineralnych i organicznych form substancji biogennych wraz z wpływającą do niego rzeką. Zdolności do samooczyszczenia jeziora są w porównaniu z rzeką praktycznie zerowe. Jedyną oczyszczającą funkcją takiego zbiornika jest efektywne deponowanie zawiesiny rzecznej tworzącej szybko przyrastające osady – zbiornik taki działa jak osadnik ściekowy. Osady rzeczne są bogate w materię organiczną i liczne substancje, w tym toksyczne, które są adsorbowane efektywnie na iłach niesionych przez rzekę. Materia organiczna osadów zbiorników zaporowych rozkłada się z reguły w warunkach beztlenowych, czemu towarzyszy wydzielanie zredukowanych gazów, takich jak toksyczny siarkowodór i amoniak, oraz znacznie niebezpieczniejszy od dwutlenku węgla gaz cieplarniany – metan. Jego dobowa emisja sięga w niektórych zbiornikach kilku litrów z metra kwadratowego. Osady są jednym z największych technicznych problemów jezior zaporowych, zwłaszcza nizinnych, gdyż w ciągu kilkudziesięciu lat mogą praktycznie wypełnić całą czaszę zbiornika. Ich skuteczne usuwanie i utylizacja są kosztowne, a często, z uwagi na tempo depozycji, niemożliwe. Depozycja osadów zmniejsza z czasem możliwość realizowania przez zbiornik funkcji zaplanowanych w fazie jego projektowania.

W związku z likwidacją możliwości samooczyszczenia, związany z powstaniem zbiornika problem rearanżacji gospodarki wodno-ściekowej jest znacznie bardziej istotny, niż w przypadku innych regulacji. Znajduje to zresztą swoje miejsce w przepisach prawnych, ograniczających rodzaje zanieczyszczeń, jakie można kierować do jezior, znacznie bardziej niż ma to miejsce w przypadku rzek. Istnieją więc uwarunkowania prawne wymuszające przebudowę infrastruktury ściekowej (dotyczy to też kanalizacji deszczowej), w tym budowę nowych oczyszczalni jako elementu niezbędnego przy budowie zbiorników zaporowych zagrożonych dopływem ścieków.

Woda wypływająca ze zbiornika nie jest wodą rzeczną, tylko jeziorną. Jest uboższa o zawiesiny pozostawione w zbiorniku, przez co ma większą energię kinetyczną i silniej drąży dno rzeki. Zjawisku erozji dna sprzyja też nierównomierny przepływ warunkowany funkcjami zbiornika. Dno rzeki obniża się więc szybko. Dla przykładu, poniżej Zbiornika Włocławskiego obniżyło się po wybudowaniu zapory o kilkanaście metrów. Powoduje to silniejszy drenaż wód gruntowych i wzmożone osuszanie doliny poniżej. Silniejsza erozja zaburza naturalne procesy, w tym te związane z samooczyszczeniem. Różnice pomiędzy wodą wypływającą ze zbiornika a wodą rzeczną nie ograniczają się jednak do ilości zawiesin. Także jej chemizm, właściwości fizyczne (np. temperatura) i organizmy w niej występujące są charakterystyczne dla jeziora a nie rzeki, a więc całkiem nieadekwatne do ekologicznego kontekstu, co upośledza funkcjonowanie ekosystemu. Oznacza to naruszenie tzw. ciągłości rzeki (ang. river continuum), która stanowi efekt swoistej sukcesji w czasie i przestrzeni, nałożonej na wpływ warunków determinujących przepływy w konkretnym miejscu.

Termin „ciągłość” jest często mylnie utożsamiany z innym terminem: „drożność”, której przerwanie uniemożliwia migrację organizmów wzdłuż koryta. Jest to kolejny problem związany z regulacjami rzek, dotyczący bardzo wielu organizmów kręgowych i bezkręgowych. Dla wielu z nich migracje są niezbędne dla zamknięcia cyklu życiowego i przetrwania populacji. Z punktu widzenia gospodarki człowieka, najistotniejsze wydaje się umożliwienie wędrówek rybom dwuśrodowiskowym. Jak pokazują doświadczenia z wielu miejsc na świecie, efektywna restytucja (przywrócenie) populacji ryb wędrownych nie jest możliwa na rzece przegrodzonej tamami, nawet tymi wyposażonymi w półnaturalne czy techniczne przepławki dla ryb, specjalne windy lub inne urządzenia ułatwiające migracje przez zaporę. Liczba ryb przepływających przez takie urządzenia jest zazwyczaj zbyt mała, by utrzymać liczebność odradzającej się populacji na poziomie umożliwiającym jej stabilne trwanie w czasie, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z kaskadą zbiorników i kumulującym się negatywnym efektem kolejnych stopni wodnych. Parametry techniczne przepławek umożliwiających wędrówkę ryb w górę i w dół rzeki różnią się. Często oznacza to brak możliwości migracji przez zaporę w stronę morza młodych osobników ryb anadromicznych lub idących na tarło ryb katadromicznych (na przykład węgorza). Likwiduje to skutecznie ich populacje. Jednym z głównych powodów wymierania populacji węgorza europejskiego jest zresztą masowa śmierć osobników tego gatunku w turbinach elektrowni wodnych. Sama zapora to niejedyna bariera w migracjach ryb. Podczas swoich wędrówek ryby kierują się prądem wody, płynąc tam, gdzie jest on silniejszy. W zbiorniku przepływ jest często niewyczuwalny, co prowadzi ryby do konfuzji i może udaremnić dalsze przemieszczanie w górę lub w dół rzeki. Zbiornik zaporowy, pomimo wyposażenia go w przepławkę, stanowi więc dla znaczącej części ryb barierę nie do przebycia. Pokazują to dobitnie zamieszczane w Internecie amerykańskie raporty dotyczące populacji ryb anadromicznych w skaskadowanych rzekach. Duża świadomość wpływu zbiorników zaporowych na ryby wędrowne doprowadziła już zresztą w Stanach Zjednoczonych do kilku spektakularnych likwidacji zapór. W Polsce, olbrzymie środki alokowane od kilku lat w restytucję bałtycko-wiślanej populacji ryb wędrownych takich jak jesiotr, łosoś i certa mogą okazać się całkowicie zmarnowane przez istnienie Zbiornika Włocławskiego i plany kaskadyzacji Wisły.

Zamiana rzeki w zbiornik wiąże się ze znaczącym zubożeniem siedliskowym. Zamiast całego spektrum cennych siedlisk doliny rzecznej, otrzymujemy silnie zeutrofizowane (przeżyźnione) jezioro. Zamiast skomplikowanej sieci troficznej rzadkich gatunków, uzyskujemy często znaczne zagęszczenia kilku gatunków związanych zazwyczaj z silnie produktywnymi lub wręcz zdegradowanymi siedliskami.

Jednym z największych mitów dotyczących zbiorników zaporowych jest ten o ich wielozadaniowości. Zgodnie z wieloma projektami, zbiornik ma jednocześnie pełnić funkcję przeciwpowodziową, retencyjną, transportową, energetyczną, rekreacyjną, etc. Problem w tym, że ze względu na specyficzny dla każdego z tych zadań reżim spuszczania wody, wzajemnie się one wykluczają. Efektywny zbiornik przeciwpowodziowy powinien być pusty poza okresem przyjmowania fal wezbraniowych (pełen zbiornik ma zerową wartość przeciwpowodziową), transport i turystyka wymagają z kolei w miarę stałego poziomu wody, a energetyka – spuszczania jej w okresach największego zapotrzebowania na energię.

Wreszcie, zbiornik zaporowy powoduje często w praktyce naruszenie tzw. przepływów nienaruszalnych, a więc wypuszczanie do rzeki ilości wody mniejszej niż ta gwarantująca funkcjonowanie ekosystemu. Najważniejszą tego przyczyną nie jest zazwyczaj utrata wody w zbiorniku wskutek dużego parowania z jego ciepłych wód przypowierzchniowych. Znacznie większy problem stanowią zrzuty wody z elektrowni. W okresach mniejszego zapotrzebowania na energię, woda jest gromadzona w zbiorniku, aby ją wykorzystać w najbardziej opłacalnych okresach. Jest więc spuszczana często w bardzo małych ilościach, lub w skrajnych przypadkach, nie spuszczana wcale. W konsekwencji, rzeka okresowo wysycha, a cały skomplikowany ekosystem zamiera. Istotnym zagrożeniem jest też to, że, każde piętrzenie ułatwia pobór wody przy tzw. niżówkach (bardzo niskich stanach wody w rzece). W normalnych warunkach niżówki technicznie uniemożliwiają efektywny pobór dużych ilości wody. Piętrzenie omija ten problem i umożliwia całkowite „wysuszenie” rzeki. Ma to szczególne znaczenie w efekcie odwrócenia trendów w sezonowym wzorcu zapotrzebowania na energię. Z powodu powszechnego korzystania z klimatyzacji, najwięcej energii zużywamy w okresach ciepłych, sprzężonych ostatnio z suszą hydrologiczną. To niepokoi w zestawieniu z faktem, iż około 70% poboru wody w Polsce jest bezpośrednio lub pośrednio związana z produkcją energii. Pragmatycznie rzecz ujmując, bez zmiany struktury pozyskania energii i odejścia od wyjątkowo wodochłonnej energetyki węglowej, rzeki przestaną umożliwiać pobór wystarczającej ilości wody. Konieczna będzie renaturyzacja rzek wraz z całymi ich zlewniami lub podpiętrzenie rzek skutkujące ich dalszą, szybką degradacją.

CO ZATEM ROBIĆ?

Odpowiedź brzmi: im mniej, tym lepiej. Im mniej ingerujemy w system rzeczny, tym paradoksalnie więcej zyskujemy i jesteśmy bezpieczniejsi. Trendy w świecie zachodnim uległy odwróceniu. Zamiast regulować, odtwarza się zniszczone niegdyś rzeki, odbudowuje ich tereny zalewowe, wysadza w powietrze zapory. Bezpieczeństwo powodziowe, ochronę przed suszą i szeroką paletę innych usług ekosystemowych rzek najlepiej zapewniają naturalne, bogate, liściaste i mieszane lasy górskie, nieuregulowane górskie potoki, meandrujące w szerokich dolinach rzeki nizinne. Należy zaprzestać zabudowywania terenów zalewowych, których na dłuższą metę przed powodzią ochronić się nie da. Tam gdzie to niezbędne, można budować umożliwiające migrację koryta rzecznego szeroko rozstawione wały, suche zbiorniki i poldery zalewowe, punktowe konstrukcje chroniące drogi i budynki. Twardą regulację można stosować w miastach, choć i tam możliwe jest inne podejście do rzek. Współczesna technika umożliwia symulujące naturę zabezpieczenie meandrujacego koryta przed podmywaniem brzegów i migracją, stworzenie trwałych i bezpiecznych miejskich terenów zalewowych, mogących przy niskich i średnich stanach rzeki stanowić atrakcyjne tereny rekreacyjne. To wszystko, w połączeniu z renaturyzacją miasta, tworzeniem zielonych ścian i dachów, może uczynić życie mieszkańców dużo przyjemniejszym, wprowadzając do przestrzeni miejskiej wilgoć, korzystne temperatury i naturalną przestrzeń promującą dobre samopoczucie i zdrowie.

 Opracował dr Andrzej Mikulski z Zakładu Hydrobiologii Uniwersytetu Warszawskiego


* Więcej informacji na temat wpływu naturalnej przyrody na dobrostan człowieka odnaleźć można na przykład w przeglądzie Bragg i in. 2015.