Ważne

Mały wielki wąż – gniewosz plamisty

Gniewosz plamisty. Fot. Stanisław Bury

Mój serdeczny kolega mawiał, że jeśli będzie miał dwóch synów, jednego nazwie Gniewko, a drugiego Miłosz. Kibicowałem spełnieniu jego życzenia, zwłaszcza dla Gniewka, ponieważ kojarzył mi się z gniewoszem plamistym, zagrożonym i mało znanym polskim wężem. Kolegę Matka Natura obdarzyła dwoma synami. Niestety (a może właśnie stety? to już kwestia punktu widzenia…), jak to w życiu bywa, żona postawiła veto i chłopcy mają inne imiona, więc zamiast opisywać zmagania z rzeczywistością chłopca o nietypowym imieniu, napiszę kilka słów o gniewoszu.

A imię jego Gniewomir
Gniewko jest zdrobnieniem od Gniewomira. Choć imię kojarzy nam się z gniewem, to rozumiemy je przeważnie na opak. Wywodzi się z czasów, kiedy imiona miały znaczenie. Nasi pogańscy przodkowie, nadając dziecku imię (swoją drogą czynili to dość późno, podczas postrzyżyn, z opisem których można się zapoznać w Klechdach domowych), wyrażali pewne oczekiwania co do jego roli w społeczeństwie. Pierwszy człon Gniewo- oznaczał „gniew”, -mir zaś oznacza „pokój, dobro, spokój”. Ich połączenie oznacza „tego, który gasi gniew”. Inna sprawa, że czasem gniew gaszono mieczem…

Inaczej ma się rzecz z bohaterem niniejszej opowieści. Gniewosz plamisty swe imię wywodzi od gniewu w czystej postaci. Schwytany, może bronić się kąsając. Klasyk polskiej herpetologii (nauki o płazach i gadach), profesor Włodzimierz Juszczyk, w Płazach i gadach krajowych, wspominał: Po schwytaniu go do ręki natychmiast i wielokrotnie kąsa (…). Trzymany za koniec ogona potrafi przesuwając się po własnym ciele dosięgnąć ręki. Ukąszenia jego często nawet do krwi są dla człowieka zupełnie nieszkodliwe i na ogół bezbolesne. (…) W hodowli gniewosz szybko się oswaja [Uwaga: przetrzymywanie zwierząt chronionych bez specjalnego zezwolenia jest zabronione i karalne] przyjmuje pokarm z ręki, zawsze jednak chętnie i zajadle kąsa. Obronę zaczyna jednak od udawania, że go nie ma, czemu służą barwy ochronne; zagrożony salwuje się ucieczką, a do kąsania, jako ostatniej deski ratunku, przystępuje dopiero po schwytaniu. Albo i nie przystępuje… gniewosze mają różne charaktery: niektóre w obronie własnej gryzą zajadle, a inne wcale. Skąd się biorą te różnice – pozostaje na razie tajemnicą węży.

Odciski palców
Słowo gniewosz potraktujmy jako nazwisko, są jeszcze dwa inne gady je noszące. Imię plamisty wskazuje na ubarwienie naszego bohatera, ale po kolei. Wspomniany wyżej prof. Juszczyk, opisując gniewosza plamistego, określił jego kolor jako brązowy, najczęściej w odcieniu rdzawym, dodając następnie, że wąż ten charakteryzuje się dużą zmiennością i może być szaro-popielato-brązowy, poprzez cynamonowy brąz aż do rdzawo- względnie ceglastoczerwonych. Kolor może być wskazówką przy oznaczaniu płci: samce częściej noszą kolory wyrazistsze, zwykle są bardziej czerwonawe lub intensywnie brązowe, rdzawe, a nawet pomarańczowe, panie zaś przywdziewają raczej kostiumy szare, gliniastoszare i popielate, ale nie ma w tym względzie żelaznych reguł.

A co z plamistością? Gniewosze mają najczęściej dwa rzędy ciemnych plam wzdłuż ciała, ale tutaj również żelaznych reguł brak: plamy mogą tworzyć również cztery rzędy, a niekiedy może ich nie być w ogóle. Plamki zwykle są okrągławe, ale niekoniecznie. Niekiedy łączą się ze sobą, tworząc wzór przypominający „drabinkę” lub – dla niewprawnego oka – zygzak żmiji zygzakowatej (wrócimy jeszcze do tego podobieństwa). Na głowie gniewosze również posiadają ciemną plamę; jest ona symetryczna, zwykle nawiązująca kształtem do trójkąta, ale i tu nie ma reguły, np. „mój” pierwszy gniewosz (tj.: pierwszy, jakiego w życiu spotkałem) posiadał na głowie znak „X”, a znane są osobniki o plamie w kształcie serca, motyla lub podkowy.

Dla naukowców badających te gady owo ułożenie i kształt plam są niezwykle istotne, ponieważ każdy wąż ma inny ich układ. Są więc one dla herpetologa tym, czym odciski palców dla kryminologa.

Czy wąż ma ogon?
Wyłącznie!  Wiem, ten dowcip ma już bardzo długą i siwą brodę, a do tego jest nieprawdziwy – ale pytanie o ogon dość często zadają mi słuchacze podczas wykładów lub wycieczek przyrodniczych. Oczywiście węże posiadają ogony, dobrze to widać na zdjęciach rentgenowskich lub szkieletach wystawionych w muzeach przyrodniczych. U gniewoszy dżentelmeni mogą się poszczycić dłuższymi ogonami niż ich wybranki: przeciętnie u panów stanowią one 20% długości ciała, u pań 16%, ale i tu cecha ta jest jedynie wskazówką, bowiem zdarzają się chłopaki z krótszymi ogonami i dziewczyny hojniej obdarzone przez naturę.

Jak więc rozpoznać, kto jest kto? Panie są okazalsze: dorosłe samice osiągają w Polsce rozmiary od 51 do 73 cm, a rekordzistka dorosła do 87 cm! Panowie są mniejsi i mogą poszczycić się długością ciała między 45, a 70 cm. Widzimy jednak, że ich rozmiary nakładają się na siebie. Warto przy tym pamiętać, że węże rosną przez całe życie, choć z wiekiem coraz wolniej. Stosunkowo łatwiej rozpoznać płeć po narządach płciowych – panowie mają niewielkie zgrubienie w okolicy, w której zaczyna się ogon. Również dość łatwo rozpoznać samicę w zaawansowanej ciąży, podobnie jak u ludzi po „brzuszku”. Reasumując, rozpoznanie płci u gniewoszy jest trudne, wymaga specjalistycznej wiedzy i sporej wprawy.

Miłość w świecie gniewoszy
W kwietniu, kiedy jest już całkiem ciepło, gniewosze budzą się ze snu zimowego i wkrótce hormony uderzają im do głowy. Miesiącem szczególnie namiętnym jest maj, choć niektórym osobnikom jeszcze w czerwcu amory chodzą po głowie. W cieplejszych rejonach Europy, wężowy sezon na miłość może mieć miejsce nawet dwa razy w roku, za to w zimniejszych zaledwie raz na dwa lata, przynajmniej dla pań, dla których konsekwencje schadzek są bardziej wyczerpujące. W tym czasie panowie stają się bardzo ruchliwi (nic dziwnego, w końcu ruszyli na podryw) i agresywni. Kiedy spotkają innego, napakowanego testosteronem samca, dochodzi do bójki, podczas której chłopaki wzajemnie się kąsają. Samo uwodzenie partnerki nie należy do najbardziej romantycznych, macho łapie ją zębami za szyję, co wygląda jakby na nią polował. Następnie sycząc, intensywnie i długo ociera się o wybrankę. W czasie samego zbliżenia węże splatają się tylną częścią ciała.

Konsekwencją owych czułości jest oczywiście ciąża i poród. Tak, dobrze przeczytaliście, poród – gniewosze należą do gadów żyworodnych, co oznacza, że samica nie składa jaj, tylko rodzi młode. Zwykle młodych jest od czterech do 15, ale małe pierworódki czasem wydają na świat tylko dwójkę potomków, a wspomniana wyżej rekordzistka powiła aż 19 młodych. Młode przychodzą na świat między końcem sierpnia a początkiem października i w chwili porodu mierzą 15-18 cm. Ta długość w połączeniu z „grubością” sprawia, że wyglądają jak wijące się ołówki. Po porodzie rola matki się kończy, od tej chwili maluchy są zdane wyłącznie na siebie.

Dusiciel
Wg profesora Juszczyka, ulubionym pokarmem gniewoszy są jaszczurki. Jednak wąż ten chętnie poluje również na inne drobne kręgowce, np. inne węże (czasem także osobniki własnego gatunku) czy gryzonie. Atakując, wąż otwiera paszczę i chwyta ofiarę zębami, a następnie błyskawicznie owija dwoma splotami i dusi. Ot taki nasz „boa dusiciel” w miniaturze! Jeżeli ofiara jest duża, a wąż niezbyt wyrośnięty i nie ma dość siły by ją uśmiercić, wówczas połyka ją żywcem. Przy tej okazji dochodzi czasem do rozmaitych incydentów. Jeden z nich opisał prof. Juszczyk: zaatakowana jaszczurka po unieruchomieniu jej przez gniewosza zdążyła go uchwycić szczękami za skórę w okolicy ogonowej i w tej pozycji pozostała. Wąż tymczasem zaczął połykać żywą jaszczurkę od ogona i bez przeszkód pochłonął ją aż do głowy, tak że w końcu paszczą zaczął obejmować własne ciało w miejscu, gdzie zacisnęły się szczęki jaszczurki, ciągle jeszcze żywej. Wreszcie po dłuższej chwili wąż nie mogąc połknąć jaszczurki wypluł ją zupełnie osłabioną, jednak żywą.

Swoją drogą – jaszczurki znane są z tego, że schwytane za ogon gubią go. W tym miejscu zaznaczmy, że wprawdzie ogon odrośnie, ale nie tak ładny i długi, ponadto jest to dla jaszczurek niebezpieczne – w ogonie magazynują tłuszcz na zimę. Z tego powodu nie wolno ich łapać za ogon, zresztą w ogóle ich łapanie jest nielegalne – jaszczurki i wszystkie inne rodzime gady podlegają ochronie. Wracając do gniewoszy i ich przysmaków, wąż niekiedy łapie za ogon, ten odpada, napastnik go zjada, a jaszczurka uchodzi z życiem.

Dusił gniewosz razy kilka
Gniewosz bywa posiłkiem dla drapieżnych ptaków i ssaków, a za młodu – również większych płazów (zdjęcie RTG żaby, która zjadła węża, wygląda spektakularnie). Jednak to nie drapieżnictwo innych zwierząt jest dla gniewoszy największym strapieniem. Problemem, niestety, jest człowiek. Już w latach 50-tych ubiegłego wieku profesor Marian Młynarski, inny z klasyków polskiej herpetologii, zaznaczył, że chociaż gniewosze występują w całym kraju, to nigdzie nie są liczne, a przyczyn tego upatrywał w celowym tępieniu ich, na skutek pomyłek ze żmiją zygzakowatą (przypominamy: ona też podlega ochronie! a swoją drogą – też jest fascynującym zwierzęciem, o którym może napiszemy innym razem). Do tej przyczyny dodajmy kolejną, zapewne jeszcze groźniejszą – zanik siedlisk. Gniewosze zamieszkują suche miejsca, pokryte roślinnością „trawiastą”. Lubią też górskie zbocza i nieczynne kamieniołomy. Takie miejsca często zarastają, bo nie opłaca się ich uprawiać, lub też ich właściciele zaczynają intensywnie nimi gospodarować, by jednak wydusić jakiś dochód z tego gruntu. Tzw. nieużytki (swoją drogą, samo to określenie ma w sobie coś deprecjonującego – tak jakby miarą wartości każdego kawałka ziemi było to, czy ludzie czerpią z niego jakieś bezpośrednie materialne korzyści) często traktowane są jako „wymarzone” miejsce by pozbyć się śmieci, co zapewne też wężom nie służy. W ten sposób doszło do sytuacji, w której kolejne stanowiska gniewosza zanikają, a tam, gdzie on jeszcze jest, rzadko stwierdza się liczebności przekraczające 10 osobników. Tak mała liczba osobników źle rokuje dla trwałości takiej populacji. Trudniej o znalezienie partnera/partnerki do rozrodu, a ponadto – po kilku pokoleniach wszystkie osobniki będą z sobą blisko spokrewnione, co grozi wadami genetycznymi u „kazirodczo” płodzonego potomstwa. Przy niskiej liczebności łatwiej też o śmierć wszystkich osobników, w wyniku losowej katastrofy, jak powódź czy pożar.

Niepokojące dane z terenu przyczyniły się do objęcia gniewosza plamistego ochroną gatunkową już w 1952 roku. Niestety gniewosze stały się „bohaterami” Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, z kategorią VU. Pisząc po ludzku, oznacza ona, że gatunek jest narażony na wyginięcie w Polsce. Autorzy Czerwonej Księgi zalecają, by w miejscach występowania gniewoszy (np. w wygasłych kamieniołomach) tworzyć rezerwaty lub stanowiska dokumentacyjne. I tu zagadka, ile rezerwatów i stanowisk dokumentacyjnych utworzono do tej pory w naszym kraju celem ochrony gniewosza? Ci z Państwa, którzy wytypowali zero, bardzo dobrze trafili. Oczywiście to nie oznacza, że gniewoszy nie obejmują różne formy ochrony przyrody: można je spotkać w parkach narodowych, rezerwatach czy na obszarach Natura 2000, ale żaden z nich nie był specjalnie dedykowany specjalnie tym pięknym gadom.

Na podstawie obecnie obowiązującego Rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, z 2016 r. gniewosz wymaga ochrony czynnej, a jego stanowiska powinny być obejmowane tzw. strefami ochronnymi – jest to forma ochrony uniemożliwiająca dokonywanie jakichkolwiek działań skutkujących zniszczeniem siedliska (np. związanych z zabudową). Niestety w całej Polsce utworzono… trzy strefy dla gniewoszy.

Światełko w tunelu
Są oczywiście ludzie, którym zależy na ochronie gniewoszy i miejsc ich występowania (zobaczcie np. tu, tu i tu). Mamy w Polsce również organizacje ukierunkowane na ochronę gadów, np. Towarzystwo Herpetologiczne NATRIX. Pochwalę się, że mam też niewielki, choć pośredni wkład w ochronę gniewoszy plamistych. Właściwie, to nie tyle siebie powinienem chwalić, co panią Alicję, jedną z moich najlepszych „studentek” z Ośrodka Wsparcia dla Seniorów „Pod Jaworami” na warszawskiej Woli. Pani Alicja wypoczywa na działce u kuzynki, na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Przed dwoma laty spotkała gniewosza (za samo prawidłowe rozpoznanie gatunku byłbym gotów jej zaliczyć wszystkie egzaminy!) na terenie przeznaczonym pod zabudowę. Natychmiast zaalarmowała władze gminy, parku i Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Warszawie. Wszystko to doprowadziło do cofnięcia pozwoleń na budowę – czym bez wątpienia przyczyniła się do ochrony gniewoszy (choć oczywiście jednocześnie niestety naraziła się sąsiadom…). Przyznam, że po tym wydarzeniu pani Alicja jest moją największą dumą, moim osobistym, najlepszym przykładem skutecznej edukacji przyrodniczej.

Konrad Malec

(konsultacja naukowa: Stanisław Bury, Wydział Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego)

—-
Konrad Malec zajmuje się upowszechnianiem wiedzy o przyrodzie i jej ochronie. Prowadzi wycieczki i wykłady w domach kultury, uniwersytetach trzeciego wieku i szkołach, współpracuje z biurami podróży, oraz zabiera na wycieczki osoby i grupy chcące poznać polską przyrodę. Prowadzi działalność pod marką Kultura i Natura: https://www.facebook.com/kulturainatura

Chcesz wiedzieć więcej? Polecamy:

Głowaciński Z. (red.). 2001. Polska Czerwona Księga Zwierząt. Kręgowce. PWRiL, Warszawa.

Juszczyk W. 1987: Płazy i gady krajowe. Tom 1 i 3. PWN, Warszawa.

Kolanek A., Bury A., Turniak E., Kurek K., Bury S. 2017. Wybrane problemy ochrony gniewosza plamistego Coronella austriaca w Polsce. W Chrońmy przyrodę ojczystą, 73 (6) 2017.

Najbar B. 2000. Gniewosz plamisty. Monografie Przyrodnicze 5. Wydawnictwo Lubuskiego Klubu Przyrodników, Świebodzin.

Najbar B. 2012. Gniewosz plamisty Coronella austriaca. W: Makomaska-Juchiewicz M., Baran P.  (red.). Monitoring gatunków zwierząt. Przewodnik metodyczny. Część III. GIOŚ, Warszawa: 171–185.

Stopczyński M. 2008. Dusiciel ze słonecznej polany. W Salamandra 1/2008.

Zieliński P., Stanisławski W. 2006. Występowanie i ochrona gniewosza plamistego Coronella austriaca na terenach leśnych. W Studia i materiały Centrum Edukacji Przyrodniczo Leśnej 1 (11)/2006.

1 Trackback / Pingback

  1. Gniewosz plamisty i ochrona miejskiej przyrody w Krakowie – Nauka dla Przyrody

Możliwość komentowania jest wyłączona.