Ważne

Dlaczego rolnictwo przemysłowe jest zabójcze dla naszej Planety i co z tym zrobić?

Pole uprawne na Morawach zdj. Hanna Pietrzak

Tekst Pauliny Kramarz można również odsłuchać – ukazał się pierwotnie jako podcast na stronie Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Rolnictwo przemysłowe to system wytwarzania żywności oparty na wielkoobszarowych monokulturach i fermach przemysłowych. Skąd się bierze jego ekspansja i postępujące uprzemysłowienie wytwarzania żywności, szkodliwe nie tylko dla naszej Planety, ale i naszego zdrowia?

Podstawowym problemem w wytwarzaniu żywności są ceny skupu, na całym świecie. Najmniej zarabiają osoby wytwarzające żywność, a najwięcej pośrednicy, w tym korporacje spożywcze. Utrzymywanie niskich cen żywności choćby w supermarketach odbywa się kosztem właśnie cen skupu, czyli zarobków osób wytwarzających żywność. Prowadzi to wprost do nadprodukcji żywności oraz jej nadmiernej konsumpcji i marnowania, głównie na Globalnej Północy, czyli w Ameryce Północnej, Europie, Australii, Nowej Zelandii i w coraz większym stopniu w Chinach. Owa nadprodukcja wynika wprost z cen skupu – osoba wytwarzająca żywność, żeby utrzymać się ze swojej pracy, musi wytwarzać jak najwięcej produktów rolnych, czy też hodować jak największe stada zwierząt. Jeżeli nie jest w stanie tego robić, to po prostu bankrutuje/sprzedaje swoje gospodarstwo, a w jego miejsce powstają wielkoobszarowe monokultury i fermy przemysłowe. Widać to wyraźnie i w Polsce, gdzie liczba małych i średnich gospodarstw maleje (w ciągu 10 lat ubyło ich 190 tysięcy) i następuje, podobnie jak w innych krajach Europy, czy też w Stanach Zjednoczonych, uprzemysłowienie rolnictwa.

Szczególnie dramatyczne dane dotyczą hodowli zwierząt. Parę liczb: tereny rolne zajmują 50% powierzchni Ziemi możliwej do zamieszkania. Z tych 50% aż 77% procent zajmują tereny przeznaczone na hodowlę zwierząt, w tym pastwiska i uprawy paszowe. Przy czym mięso, nabiał i jaja zaspokajają zaledwie 17% zapotrzebowania na energię całej ludzkości. Oznacza to, że ogromne powierzchnie Ziemi są po prostu marnowane. Do tego, skutkuje to tym, że rolnictwo jest odpowiedzialne za 80% wylesiania na naszej Planecie [1], a ponieważ hodowle zwierząt i wszystko, co z nimi jest związane, emitują duże ilości gazów cieplarnianych, w tym metanu i podtlenku azotu, rolnictwo jest odpowiedzialne za 29% emisji gazów cieplarnianych [1]. Zużywa też 70% procent zasobów wody pitnej, prowadzi do spadku bioróżnorodności – w przypadku ekosystemów lądowych, jest odpowiedzialne za aż 50% tego spadku [1].

Co gorsza, ogromna ilość żywności jest marnowana na różne sposoby – ocenia się, że aż 45% jest marnowana i wyrzucana. W przypadku krajów Globalnej Północy niebagatelna część (średnio około 50%, w Polsce 60%) jest wyrzucana na poziomie konsumenckim. Ale marnowanie, wyrzucanie żywności wpisuje się w jej nadprodukcję – im więcej jest marnowane/wyrzucane, tym więcej trzeba jej wytworzyć, tym więcej korporacje spożywcze mogą na niej zarobić.

Jak to wygląda z perspektywy osoby wytwarzającej żywność? Można śmiało powiedzieć, że taki system to po prostu współczesna pańszczyzna. Dawniej osoby wytwarzające żywność pracowały za darmo głównie dla najbogatszej warstwy społeczeństwa, do której należała większość ziem uprawnych i hodowli zwierząt. Ów nadmiar wytworzonej żywności służył bogaceniu się arystokracji i szlachty. Niewielka część ziemi rolnej należąca do rolników zdecydowanie nie wystarczała na wyżywienie, często wynikało to również z braku czasu na jej uprawę, hodowlę własnych zwierząt. Obecnie, przynajmniej w Polsce sytuacja nie jest aż tak drastyczna, ale wymuszany wzrost ilości wytworzonej żywności nie jest przeznaczony na wzrost dobrobytu ludności wiejskiej, ale wzrost zysków wszelkiej maści koncernów: począwszy od tych produkujących nawozy mineralne, czy też syntetyczne środki ochrony roślin, poprzez te wytwarzające nasiona, a kończąc na koncernach spożywczych, przetwarzających i sprzedających żywność.

Wracając do hodowli zwierząt: z perspektywy zarobków osób wytwarzających żywność najbardziej korzystne byłoby hodowanie małych stad zwierząt, z możliwością sprzedaży mięsa, nabiału i jaj po cenach, które zapewniłyby im dobrobyt. Oznaczałoby to również mniejsze nakłady pracy, nie tylko lepsze zarobki, czy też, co równie ważne, możliwość zapewnienia dobrostanu zwierzętom hodowlanym. By było to możliwe, konieczne byłoby też skrócenie łańcuchów dostaw, tak, by zminimalizować liczbę pośredników. Rozwiązaniem byłyby choćby lokalne przetwórnie i sklepy, albo praktykowane już Rolnictwo Wspierane Społecznie – gdzie rolnicy i rolniczki mają gwarancję sprzedaży swoich produktów po ustalonych wcześniej cenach.

Tutaj dygresja na temat konsumpcji mięsa, nabiału i jaj. Ponieważ żywność ta uchodziła (i dalej w wielu krajach uchodzi) wśród społeczności ludzkiej za towar luksusowy, stąd też obecny łatwy dostęp do niej oraz niskie jej ceny przekładają się na wysoką konsumpcję mięsa, nabiału i jaj na Globalnej Północy. Prowadzi to do wysokiej konsumpcji w ilościach wręcz niezdrowych – w przypadku mięsa dorosła osoba nie powinna jeść więcej niż 0.5 kg mięsa tygodniowo, czyli 20 kg rocznie, tymczasem w Polsce przeciętna osoba spożywa około 70 kg rocznie. Zaś niska cena mięsa, jaj i nabiału wynika między innymi z przesuwania kosztów na kraje Globalnego Południa, skąd pochodzi choćby śruta sojowa używana do produkcji pasz, czy też mączka rybna. Prowadzi to do dewastacji dzikiej przyrody, jak choćby wylesiania Puszczy Amazońskiej. Ale również w Europie, gdzie na hodowle zwierząt jest przeznaczone aż 60% terenów rolnych. Te koszty środowiskowe, bardzo wysokie, nie są uwzględniane w ostatecznej cenie mięsa, jaj i nabiału.

Kolejnym ważnym czynnikiem są nierówności ekonomiczne, które powodują, że również na Globalnej Północy, wiele osób nie może sobie pozwolić na zakup zdrowej żywności, której ceny na chwilę obecną nie są w stanie konkurować z żywnością wytworzoną w systemie rolnictwa przemysłowego (opartego o wspomniane wyżej wielkoobszarowe monokultury i fermy przemysłowe). Dotyczy to również mięsa, którego ceny, jak pisałam powyżej, są właściwie sztucznie zaniżane, powodując, że jest to żywność na tyle tania, że jest dostępna dla większości społeczeństwa. Na przykład w Polsce aż 40% procent społeczeństwa jest ubogie, a poziom skrajnego ubóstwa niestety rośnie – wynosi ono aż 5%. Przy cenach mięsa sięgających czasem i parę złotych za kilogram, czy też jaj z chowu klatkowego za 80 groszy, żywność taka jest niestety naturalnym wyborem ubogich osób. Nie będę tutaj dyskutować różnic w wartościach odżywczych żywności wyprodukowanej przemysłowo w porównaniu choćby z rolnictwem ekologicznym, ponieważ nie ma na ten temat spójnych i przekonywujących danych. Ale sam fakt, że uprzemysłowienie rolnictwa pogłębia kryzys klimatyczno-ekologiczny, czyli globalne ocieplenie i masowe wymieranie gatunków, powinien być argumentem wystarczającym do zakończenia tego procesu.

Ale argumentów przemawiających za koniecznością odejścia od uprzemysłowienia rolnictwa jest więcej. Kolejnym jest większa od rolnictwa przemysłowego wydajność choćby niewielkiej ekologicznej intensyfikacji rolnictwa. Już powrót do tak starej (wynalezionej 1500 lat temu) agrotechniki jaką jest płodozmian – w skrócie zmiana rodzaju upraw co roku – pozwala zwiększyć plony i zapewnić ich większą odporność na zmieniający się klimat. Wynika to z tego, że uprawa co roku tej samej rośliny (bardzo częste w przypadku wielkoobszarowych monokultur) powoduje wyjałowienie gleby, ponieważ wyczerpuje z niej substancje odżywcze, zmniejsza ilość materii organicznej i prowadzi do zwiększenia ilości używanych nawozów sztucznych. Kolejne, oprócz płodzmianu, to na przykład wszelkiego rodzaju pasy zieleni – miedze i zadrzewienia. Najczęściej powiązane z polikulturami, czyli zróżnicowanymi uprawami na danym terenie. Również te rozwiązania podnoszą ilość plonów. Pozwalają zmniejszyć nie tylko ilość używanych nawozów mineralnych, ale zapewniają lepszą wilgotność, zatrzymywanie wody po deszczach, spowalniają wichury czy też rozprzestrzenianie się pożarów. Co bardzo ważne, ponieważ są miejscem do życia dla tak zwanych organizmów pożytecznych, które mogą żerować na niepożądanych w uprawach gatunkach, jak choćby owadach i gryzoniach, zmniejszają ilość używanych syntetycznych środków ochrony upraw. Do takich organizmów pożytecznych należą między innymi ptaki żerujące na owadach, czy też te żerujące na gryzoniach, czy też owady drapieżne i pasożytnicze również żerujące na owadach. Tego rodzaju ekologiczna intensyfikacja chroni również bioróżnorodność, w tym bioróżnorodność terenów rolniczych, gatunków związanych z krajobrazem rolniczym. Najbardziej zaawansowanym rodzajem rolnictwa ekologicznego jest agroekologia. W tym systemie wytwarzanie żywności naśladuje ekosystemy naturalne, w których nic się nie marnuje, a obieg materii i energii jest praktycznie zamknięty, a żywność jest wytwarzana lokalnie i sezonowo, eliminując koszty energetyczne transportu. Opiera się właśnie na polikulturach, a dzięki używaniu nawozów naturalnych takich jak obornik, nie stosuje się nawozów syntetycznych. Zwierzęta są karmione roślinnością, której człowiek nie jest w stanie strawić czy też resztkami żywności/plonów. Jest to dla nich naturalnym pokarm, w przeciwieństwie do wielu obecnie stosowanych pasz, zbyt bogatych w białko. Dobrostan zwierząt jest również zachowany poprzez maksymalnie wolny chów oraz utrzymywanie niewielkich stad. Liczba hodowanych zwierząt wynika z możliwości zapewnienia im pokarmu bez konieczności dodatkowych upraw na ich paszę. Odchody i mocz zwierząt oraz niezjedzone resztki roślin mogą być kompostowane, będąc źródłem nawozu, ale przy odpowiednich technikach, również źródłem biogazu, który może dostarczać energii. W agroekologii ważny jest też aspekt społeczny – czyli połączenie osób wytwarzających żywność i ją jedynie konsumujących. W taki sposób, żeby rolnicy i rolniczki mieli zapewnioną godną płacę za wytworzoną żywność, a konsumenci i konsumentki źródło wystarczającej ilości zdrowej żywności. Ten społeczny aspekt tworzenia wspólnot jest bardzo ważny w dzisiejszym świecie opartym o szkodliwy dla naszego zdrowia indywidualizm – jesteśmy przecież gatunkiem społecznym, to nasza cecha biologiczna.

Wracając do argumentów przeciwko rolnictwu przemysłowemu – jest źródłem cierpienia, nie tylko dla zwierząt, ale i dla ludzi. W przypadku zwierząt hodowanych w systemie ferm przemysłowych nie jest możliwe zapewnienie im dobrostanu. Są hodowane w zbyt dużym przegęszczeniu, często wręcz nie mogą się poruszać, jak jest to w przypadku macior trzymanych w klatkach rozrodczych. W większości tego rodzaju hodowli, zwierzęta są trzymane całe życie w zamkniętych pomieszczeniach, bez dostępu do łąk, pastwisk, słońca. Stosuje się wobec nich bardzo brutalne zabiegi, jak na przykład obcinanie bez znieczulenia dziobów kurom, żeby nie raniły się nawzajem. U krów mlecznych cielęta są oddzielane od matki zaledwie dzień/ dni po porodzie. Ponieważ fermy przemysłowe to scentralizowany sposób hodowli zwierząt, bardzo często są one transportowane na duże odległości, również do krajów poza miejscem ich hodowli. Transport ten to kolejne źródło cierpień – znów w zbyt dużym przegęszczeniu, bardzo często bez zapewnienia im choćby wody. W przemysłowych rzeźniach przed zabiciem widzą śmierć innych osobników.

W przypadku klęsk żywiołowych, takich jak pożary, powodzie, giną tysiące, a czasem i setki tysięcy zwierząt, które nie są w stanie uciec z fermy. Podobnie w przypadku epidemii chorób zwierzęcych, takich jak Afrykański Pomór Świń, czy też Ptasia Grypa, roznoszące się z łatwością w przegęszczonych fermach, zwierzęta nie tylko umierają z powodu choroby, ale większość z nich jest zabijana, by epidemia się nie przenosiła na inne obszary.

Innym, rzadko wymienianym źródłem cierpienia (ale i strat w uprawach) jest używanie niewłaściwych pasz, w dodatku takich, które mogły by być źródłem pożywienia dla ludzi, są używane na paszę. Na przykład w Polsce produkuje się rocznie 33 mln ton zbóż, z czego aż 15 mln ton jest przeznaczana na paszę. Do tego dochodzi 2.5 mln ton importowanej śruty sojowej, czy też dodatki w postaci mączki rybnej lub kostnej. Przy czym tak wysokobiałkowa pasza ma na celu jedynie przyspieszenie wzrostu zwierząt, większą produkcję mleka i jaj. Jednym z negatywnych skutków ubocznych takiego rodzaju hodowli jest skrócenie długości życia – zwierzęta po prostu szybciej żyją, szybciej zużywają swoje tkanki i organy. Może to również powodować, choćby u krów, choroby, ponieważ fizjologicznie nie są przystosowane do takiego rodzaju pokarmu. Muszę zaznaczyć, że wymieniłam jedynie część praktyk powodujących cierpienie zwierząt na fermach przemysłowych. Na ten temat można znaleźć dużo informacji, choćby na stronie Otwartych Klatek.

Innymi zwierzętami, które cierpią z powodu rolnictwa przemysłowego, są zwierzęta dzikie, które tracą miejsce do życia, często płoną żywcem w wypalanych pod hodowle i uprawy lasach i innych ekosystemach. Są narażone na cierpienia i śmierć z powodu zatrucia syntetycznymi środkami ochrony upraw. Giną w sieciach rybackich, które nadmiernie odławiają ryby do produkcji mączki rybnej służącej jako składnik paszy. Dzikie gatunki są też niesłusznie obwiniane za epidemie chorób zwierzęcych – w Polsce z tego powodu zabija się setki tysięcy dzików. Przy czym owa „redukcja stad dzików” nie zatrzymała powstawania kolejnych ognisk choroby.

Również ludzie cierpią z powodu uprzemysłowienia rolnictwa. Ludy rdzenne, choćby te zamieszkujące Amazonię, tracą miejsce do życia, a ludzie często tracą też życie, wypędzani siłą ze swoich siedlisk. Osoby zatrudnione w przemysłowych fermach i rzeźniach na co dzień obcują z cierpieniem zwierząt. Ale często warunki ich pracy są bardzo złe – mieszkają w wieloosobowych pomieszczeniach, bez możliwości nie tylko odpoczynku, ale i zadbania o swoje zdrowie. Cierpią też rolnicy i rolniczki tracący małe i średnie gospodarstwa z powodu nacisku na uprzemysłowienie (o czym pisałam powyżej), często jest to dorobek całego ich życia, a nawet kliku pokoleń. Cierpią też ludzie Globalnego Południa, gdzie zamiast żywności dla lokalnych społeczności, uprawia się rośliny na paszę dla zwierząt hodowanych na Globalnej Północy. Czy też odławia się ryby, które kiedyś były źródłem pożywienia, teraz są przerabiane na mączkę rybną, a łowiska są przeławiane. Fermy przemysłowe są też jednym z głównych źródeł (80%) nowych wirusów odzwierzęcych infekujących ludzi. Do czego to prowadzi, możemy obserwować obecnie. Jednym z bardziej dramatycznych przykładów z przeszłości była grypa hiszpanka, której wirus był zmutowanym wirusem ptasiej grypy. Zachorowało na nią około 1/3 liczby ówczesnej ludności na świecie, a szacunki śmiertelności wynoszą nawet 100 mln osób.      

Podsumowując: rolnictwo przemysłowe oparte na wielkoobszarowych monokulturach i fermach przemysłowych powoduje marnowanie terenów na naszej Planecie na nadmierną hodowlę zwierząt. Tereny te mogłyby być przywrócone dzikiej przyrodzie. Nie zaspokaja też potrzeb żywnościowych wszystkich ludzi, jedynie tej części, która zamieszkuje Globalną Północ. Jest źródłem cierpienia. Alternatywą jest ekologiczna intensyfikacja oraz dążenie do przejścia na agroekologiczny system wytwarzania żywności. Biorąc pod uwagę udział rolnictwa przemysłowego w przyspieszaniu globalnego ocieplenia oraz w masowym wymieraniu gatunków, jeżeli społeczność ludzka ma przetrwać, nie mamy innej alternatywy.

1. www.wwf.pl/sites/default/files/2020-09/Living_Planet_Report_2020-Full.pdf


Dr. hab. Paulina Kramarz, profesora nadzwyczajna Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytucie Nauk o Środowisku, jest współautorką publikacji dotyczących ekologii bezkręgowców lądowych, z czego część dotyczy ekotoksykologii, upraw GMO oraz biologicznej ochrony upraw. Obecnie zajmuje się przede wszystkim aspektami ewolucyjnymi i ekologicznymi fizjologii owadów oraz popularyzacją nauki. Współtworzyła i jest koordynatorką portalu popularnonaukowego Nauka dla Przyrody. Naukowym hobby Pauliny Kramarz jest agroekologia.

1 Trackback / Pingback

  1. Dlaczego rolnictwo przemysłowe jest zabójcze dla naszej Planety i co z tym zrobić? – Witryna Czyste Jeziora info@czyste-jeziora.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.