Ważne

Pszczoły samotne cz. 4 – ich pasożyty

Chrząszcz barciel pszczołowiec (Trichodes apiarius), którego drapieżne larwy żerują w gniazdach pszczół, fot. Sergey M. Sazhin / Wikimedia commons

Poprzednia część serii o samotnicach – zobacz tutaj

Kilkoro moich znajomych namówiłam już na założenie hodowli murarek. Polecam wszystkim – mały domek można powiesić nawet na balkonie w bloku, murarki nie są agresywne, więc jest to zupełnie bezpieczne, a obserwacja pracy samic jest niezwykle zajmująca. Kiedy pada pytanie o pasożyty (atakujące murarki, w żadnym wypadku nie ludzi), zwykle staram się przekonać początkujących hodowców do pozostawienia ich w spokoju. Przydomowej hodowli pasożyty raczej nie zagrożą, a ich życie bywa jeszcze ciekawsze niż życie ich pszczelich gospodarzy. W tym odcinku opowiem o niektórych z nich.

Na początek parę słów o konstrukcji gniazda murarki (bardzo podobną mają zresztą inne pszczoły samotne gniazdujące nad ziemią, a także samotne osy, o których wspominałam w odcinku 3). Murarka wybiera na gniazdo długie, wąskie przestrzenie, takie jak na przykład trzcinowe łodygi. Gdybyśmy przekroili taką trzcinę z gotowym gniazdem, naszym oczom ukazałby się rząd komórek przedzielonych poprzecznymi ściankami z błota. Każda komórka jest „komnatą” przeznaczoną dla jednej młodej pszczoły. Samica najpierw umieszcza w niej pyłek zmieszany z nektarem i uformowany w kulę, później składa jedno jajo i zamyka komórkę ścianką. Cały rozwój wyklutego z jaja potomka odbywa się wewnątrz zamkniętej komórki, dopiero w kolejnym roku dorosła pszczoła przegryza kokon, ścianki dzielące ją od wyjścia, i wydostaje się na zewnątrz.

P1400261

Trzy gniazda murarki, zbudowane w specjalnie dla nich przygotowanych, plastikowych wytłoczkach [1]. Na zdjęciu gniazda przebiegają poziomo, jedno pod drugim, z wejściami z lewej, ślepo zakończone z prawej. W bordowo obwiedzionej komórce nr 1 (oraz kolejnych na prawo) widać pyłek. W zielono obwiedzionej komórce nr 2 widać dużą larwę. W zaznaczonej na niebiesko komórce nr 3 znajduje się kokon (jaśniejsza wypustka na końcu skierowanym w lewo wskazuje położenie głowy owada w jego wnętrzu). Na żółto, nr 4, oznaczone są ścianki działowe (w komórce pomiędzy nimi również znajduje się kokon). fot. Justyna Kierat

Po listę gatunków spotykanych w gniazdach murarek, wraz z opisami ich biologii (oraz sposobów zwalczania w hodowli, których wykorzystywania oczywiście nie polecam) odeślę do literatury [2]. Tutaj natomiast opiszę parę co ciekawszych organizmów, z którymi spotkałam się osobiście przy pracy.

Chyba najpospolitszym pasożytem w mojej hodowli murarek był Cacoxenus indigator, niepozorna muchówka nie posiadająca nawet polskiej nazwy, podobna do muszki owocowej (bo należąca do tej samej rodziny). Cacoxenus należy do kleptopasożytów. Przedstawiciele tej grupy żywią się pyłkiem zgromadzonym w komórce gniazdowej. Zasadniczo nie muszą robić bezpośredniej krzywdy samej pszczole, zwykle po prostu są szybsze w konsumpcji i zjadają cały pokarm, skazując larwę pszczoły na śmierć głodową. Czasami jednak zdarza się, że pszczoła przeżyje – zdarzało mi się znajdować w komórce poczwarki muchy obok malutkiego kokonu murarki (wielkość ciała dorosłej pszczoły bardzo mocno zależy od tego, ile zje ona jako larwa – ale to temat na kolejny odcinek). Larwy Cacoxenus mają mocne żuwaczki i po zjedzeniu zawartości jednej komórki mogą przegryzać się do kolejnych. Dorosłe muchy są natomiast delikatne i nie mają zdolności przegryzania się przez cokolwiek. Jak zatem wychodzą z gniazda swoich gospodarzy? Czasem drogę może im utorować wygryzająca się murarka, która wychowywała się głębiej w tym samym gnieździe. Jeśli tak się nie stanie, Cacoxenus wykorzystuje swoją tajną broń. Młode muchy szukają szczelin i nierówności w ściance komórki, przyciskają do nich głowy i napełniają hemolimfą (to owadzi odpowiednik krwi) specjalny woreczek na głowie, który pęcznieje i w ten sposób po kawałeczku rozsadza ścianę. Rodzeństwo pracuje wspólnie, do momentu, aż powstanie otwór pozwalający im się przecisnąć – a że tuż po wyjściu z poczwarki ich ciała są jeszcze miękkie i elastyczne, to wystarczy im nawet niewielka szpara. Naukowcom udało się utrwalić ten proces na filmie [3].

Nie wszystkie pasożyty gniazd żywią się pyłkiem – są takie, dla których to pszczela larwa jest pokarmem. Należą do nich maleńkie (4-5 mm) błonkówki o metalicznie błyszczącym, czarnym ciele, z rodzaju Monodontomerus. Samica ma cienkie, długie pokładełko, którym przebija się przez ściankę gniazda i składa jaja wewnątrz (tak, wewnątrz!) lub tuż obok pszczoły. Larwy Monodontomerus pożerają swego gospodarza żywcem [4]. Zanim go zabiją, pozwalają mu upleść kokon, w którym się później przepoczwarczą. W ramach swoich eksperymentów często musiałam robić dziurki w wielu murarkowych kokonach, żeby zajrzawszy do środka sprawdzać płeć pszczół. Kokony zapasożycone przez Monodontomerus ujawniały w swoim wnętrzu ciasno upakowane maleńkie białe larwy lub dorosłe osy. W jednym kokonie może być ich ponad dwadzieścia! [2]

Być może uznacie, że rekord drapieżności został ustanowiony przez opisaną wyżej błonkówkę, ale mój jeszcze większy podziw budzi barciel pszczołowiec (Trichodes apiarius). To jaskrawo, czarno-czerwono ubarwiony chrząszcz. W gniazdach murarek, które badałam, był rzadkim gościem, ale jeśli już się w jakimś znalazł, to potrafił uczynić spustoszenie. Piękna, różowa larwa barciela potrafi przegryźć się przez ścianki gniazda i zjeść wszystkie mieszkające w nim larwy, komórka po komórce. Z własnych doświadczeń mogę dodać, że posiada niesamowite zdolności przeciskania się przez najmniejsze szczeliny. Jeśli znalezioną w gnieździe larwę próbowałam hodować w probówce z – wydawałoby się niewielką – dziurką, to zawsze prędzej czy później z niej uciekała. Lepszym pomysłem było zatykanie probówek watą. Dzięki temu udało mi się zaobserwować rozwój barciela aż do dorosłości (poczwarka jest różowa, podobnie jak larwa).

Trichodes_apiarius_bb

Dorosły barciel pszczołowiec. fot. Sergey M. Sazhin/Wikimedia commons

1024px-Trichodes_apiarius_larva_bl1

Różowa, drapieżna larwa barciela. fot. Siga/Wikimedia commons

1024px-Trichodes_apiarius_pupa1

Poczwarka barciela, też różowa. fot. Siga/Wikimedia commons

 

Melittobia acasta jest zaliczana, podobnie jak Monodontomerus, do parazytoidów, ale osobiście przydzieliłabym jej osobną kategorię, gdzieś obok biblijnej szarańczy z plag egipskich. Melittobia jest mniejsza nawet od Monodontomerus – żeby dostrzec szczegóły budowy, w tym ciekawy kształt czułków samców, będziemy potrzebować lupy. Melittobia żywi się larwami różnych gatunków, od pszczół po motyle i chrząszcze [5]. Cykl życiowy jest niezwykle krótki – w zależności od temperatury, trwa od kilku dni do miesiąca – więc w ciągu jednego sezonu może się pojawić kilka pokoleń. Melittobia pożera larwy pszczół w iście zawrotnym tempie. Przekonałam się o tym w laboratorium, kiedy przy okazji analizy gniazd murarek znalazłam kilka gniazd miesierek (te pszczoły, w przeciwieństwie do murarki, zimującej jako osobnik dorosły w swoim kokonie, zimują jako larwy, i przepoczwarczają się dopiero po przezimowaniu. Tu można obejrzeć, jak dorosła miesierka opuszcza swój kokon). Odłożyłam je do probówek, żeby dokończyły rozwój. Okazało się, że któreś z larw były zapasożycone przez Melittobia. Maleńkie stworzonka, po zjedzeniu gospodarzy, zaczęły się rozprzestrzeniać po otoczeniu, pożerając resztę moich miesierek. Z perspektywy czasu traktuję spotkania z Melittobia jak ciekawą przygodę, bo jako bardzo rzadko spotykany przeze mnie gatunek, nie mogły one stanowić realnego zagrożenia dla hodowli.

Figure-1-Males-of-Melittobia-parasitoid-wasps-a-M-acasta-b-M-australica-Scale-05

Samce Melittobia acasta i Melittobia australica – widoczne czułki o charakterystycznym kształcie. fot. Cusumano A, González JM, Colazza S, Vinson SB

 

Wejście do gniazda pszczoły celem podrzucenia swojego potomstwa jest ryzykowną sprawą. Jeśli właścicielka akurat w nim będzie, może dotkliwie poranić, a nawet zabić intruzkę przy pomocy swych mocnych żuwaczek. Muchówki z rodziny bujankowatych znalazły na to sposób. Samica zawisa w locie przed wejściem do gniazda, zagina odwłok i wystrzeliwuje zeń jajo wprost do jego wnętrza. Bujanki (rodzaj Bombylius), śliczne stworzenia przypominające miniaturowe kolibry, pasożytują np. na pszczolinkach (gniazdujących w ziemi). Przy gniazdach moich murarek spotykałam innego przedstawiciela rodziny, Anthrax anthrax. Tutaj można zobaczyć tę muchówkę w momencie składania jaj.

 

W hodowlach samotnych pszczół możemy też czasem znaleźć gatunki niepasożytnicze, które nie robią pszczołom żadnej krzywdy, a tylko korzystają z oferowanych im przez człowieka miejsc do gniazdowania lub ukrycia się. Analizując zawartość gniazd moich murarek, w niektórych rurkach trzcinowych znajdowałam zimujące skorki, rodziny mrówek, pająki.

Marpissa muscosa

Rozciągnik mchuś, który zimował w gnieździe murarki. Mimo że należy do największych naszych skakunów, jego rozmiary nie są imponujące. fot. Justyna Kierat

 

Justyna Kierat

Dr Justyna Kierat w maju obroniła pracę doktorską, w ramach której badała rozmnażanie i rozwój murarki ogrodowej oraz innych pszczół i os samotnych. Oprócz tego rysuje, edukuje i prowadzi bloga Pod Kreską.

Przypisy

1. [przyp. red.] Plastikowe wytłoczki przeznaczone do hodowli murarek, dostępne w sprzedaży, można otwierać i zaglądać do gniazda murarki nawet w trakcie jego budowy, co bywa przydatne w pracy naukowej. Takie gniazda łatwiej również czyścić i wyjmować z nich kokony na koniec sezonu, w dużych hodowlach. My polecamy jednak gniazda z naturalnych materiałów (trzcina, łodygi rdestowca, kawałki drewna), które są bardziej przyjazne dla środowiska, a także bardziej przewiewne, niż plastik.

2. Krunić et al. 2005

3. Strohm 2011

4. [przyp. red.] Takie historie w przyrodzie nie należą do rzadkości. Zainteresowanym polecamy wykład pt. Suicidal wasps, zombie roaches and other parasite tales („Osy-samobójczynie, zombie karaczany i inne opowieści o pasożytach”; nagranie jest wyposażone w polskie napisy) wygłoszony na jednej z konferencji TED przez znanego dziennikarza naukowego Eda Yonga.

5. Gonzalez et al. 2004