Ważne

Żywność czy środowisko naturalne?

Droga przez pola rzepaku w Wielkopolsce, fot. Krzysztof Kujawa

Rosnąca liczba ludzi na świecie oznacza konieczność wyprodukowania dla nich wystarczającej ilości pożywienia. Jednocześnie, dwoma najpoważniejszymi zagrożeniami dla życia na Ziemi są globalne zmiany klimatu oraz wymieranie gatunków. I tak, globalne zmiany klimatu, spowodowane nadmiernym emitowaniem gazów cieplarnianych przez ludzką cywilizację, prowadzą między innymi do wzrostu średnich temperatur oraz nasilania się ekstremalnych zjawisk pogodowych (więcej na ten temat można znaleźć na portalu naukaoklimacie.pl). Zmiany te dotyczą również środowiska rolniczego, o czym należy pamiętać planując produkcję żywności. Na przykład, w naszej strefie klimatycznej, obserwuje się skrócenie okresu temperatur poniżej zera oraz zalegania pokrywy śnieżnej w zimie, które są ważne dla jarowizacji upraw ozimych. A na całym świecie rosnące temperatury i w wielu miejscach coraz mniejsza ilość opadów prowadzą do coraz częstszych susz, a nawet pożarów; dla upraw i hodowli groźne są też gwałtowne ulewy i wichury.

Natomiast wymieranie gatunków jest spowodowane przede wszystkim niszczeniem i fragmentacją siedlisk, zanieczyszczeniem środowiska oraz zmianami klimatycznymi (o czym pisze naukadlaprzyrody.pl). Ten artykuł dotyczy rolnictwa, w tym hodowli mięsa, podaję więc parę liczb dotyczących stanu populacji dzikich i hodowlanych zwierząt, w kontekście wymierania gatunków. W Polsce jest około 800 000 saren, 200 000 dzików, 160 000 jeleni, 16 000 łosi, 1 800 żubrów, 60 000 bobrów, 1 400 wilków, 200 000 lisów, 80 niedźwiedzi. Wydaje się, że dużo, prawda? No, ale jest też 11 000 000 świń, 6 500 000 bydła, 136 000 000 drobiu [1].

Skąd wziąć zatem żywność dla rosnącej populacji ludzkiej? Jedną z rozważanych opcji jest dalsza intensyfikacja produkcji żywności, która mogłaby prowadzić do całkowitego przejścia produkcji żywności w system rolnictwa przemysłowego. Opiera się ono między innymi na fermach przemysłowych, gdzie hoduje się setki, a nawet tysiące zwierząt w jednym budynku oraz na wielkoobszarowych monokulturach, gdzie dana uprawa jest hodowana bez przerwy (nie stosuje się płodozmianu), z użyciem syntetycznych pestycydów oraz nawozów sztucznych.

Zielona Rewolucja

Tu mała dygresja o początkach rozwoju rolnictwa przemysłowego, za które można przyjąć lata 60-te ubiegłego wieku i tak zwaną „Zieloną Rewolucję”. Opracowano wówczas między innymi nowe, wydajniejsze odmian upraw, rozwinęła się produkcja syntetycznych pestycydów oraz nawozów sztucznych. W ślad za nią nastąpił wzrost tempa przyrostu populacji ludzkiej. Jednocześnie, dostarczyła ona mechanizmów do przekształcenia produkcji żywności w jeden z najbardziej dochodowych interesów na świecie. Powstały koncerny specjalizujące się w tak zwanej chemii rolnej, produkcji antybiotyków dla zwierząt, produkcji nasion, nastawione głównie na zysk, bez względu na koszty środowiskowe takiej produkcji żywności. Kosztem środowiska – bo syntetyczne pestycydy, nawozy sztuczne najwygodniej używa się na wielkich obszarach. Powoduje to spadek bioróżnorodności tego rodzaju terenów rolnych, zaś nadmierne stosowanie syntetycznych pestycydów oraz nawozów sztucznych jest źródłem zanieczyszczenia gleby, powietrza i wód, emisji gazów cieplarnianych. Poza tym, również sama żywność jest przede wszystkim towarem. Główne założenie to – produkować dużo, jak najtańszym kosztem, tak, by mogła być sprzedawana w dużych ilościach zapewniających ciągły obrót, generujący wysokie zyski przede wszystkim dla koncernów spożywczych, chemicznych, biochemicznych. Przy czym ów obrót towarem, jakim jest żywność dotyczy, głównie krajów Globalnej Północy (Ameryka Północna, Europa, Japonia, Korea Południowa, Australia, Nowa Zelandia [2]), choć żywność do nich jest również eksportowana z Globalnego Południa (Ameryka Południowa, Afryka, Azja [2]). Zresztą import i eksport, często na duże odległości, to jedna ze znaczących składowych produkcji żywności, przez którą coraz większej marginalizacji ulegają lokalne gospodarstwa rolne. Prowadzi to do kolejnych kosztów środowiskowych związanych ze zużyciem energii i emisją zanieczyszczeń w trakcie transportu. Oraz społecznych – najmniej na produkcji żywności zarabiają jej producenci, co coraz częściej zmusza ich do porzucania wsi, przeprowadzki do miast w poszukiwaniu zarobków, a tereny rolne są przekształcane w wielkoobszarowe monokultury, zwierzęta są hodowane w fermach przemysłowych.

Ocenia się, że „Zielona Rewolucja” ocaliła 1 mld ludzi od głodu. Brak jest jednak szacunków, ile ludzi umarło i umiera z powodu skażenia środowiska syntetycznymi pestycydami, z powodu eutrofizacji wód spowodowanej zbyt dużą ilością stosowanych nawozów sztucznych. I ile ludzi umiera w wyniku globalnych zmian klimatu, do których rolnictwo przemysłowe walnie się przyczynia.

Za „Zieloną Rewolucją” nie poszły zmiany społeczne, bo jej odkrycia nie zostały w pełni wykorzystane przez całą ludzkość. Większa efektywność produkcji żywności na mniejszym terenie nie doprowadziła do takiego podziału zasobów naszej planety, który zmniejszyłby różnice ekonomiczne pomiędzy Globalną Północą, a Globalnym Południem. Nie zapewniła sprawiedliwego dobrobytu, który spowolniłby tempo wzrostu populacji ludzkiej na całej Ziemi – które obecnie jest najwyższe w Globalnym Południu. Mamy za to kolejną składową antropogenicznych, globalnych zmian klimatu oraz wymierania gatunków.

Piszę o tym dlatego, że nieustająco pojawiają się głosy o nowych syntetycznych pestycydach, o nowych, cudownych odmianach upraw, które ocalą nas od głodu, pomogą w intensyfikacji produkcji żywności. Często jako przykład podaje się właśnie „Zieloną Rewolucję”, ale jedynie jej pozytywne aspekty (wzrost wydajności produkcji żywności z jednostki powierzchni). Zapominając o tym, że jej osiągnięcia zostały zupełnie niewłaściwie wykorzystane, ze szkodą dla ludzkości i naszej planety. Brak jest rzetelnej oceny skutków, przede wszystkim społecznych, „Zielonej Rewolucji” w połączeniu z danymi na temat kompletnie wadliwego systemu produkcji żywności oraz jej dystrybucji.

Rysunek 1. Przeznaczenie dostępnej powierzchni ziemi oraz główne użytki rolne [3]

Żywności w liczbach

Przyglądnijmy się zatem produkcji żywności na świecie, z podziałem na rodzaje produktów oraz rejony świata. Na początek trochę danych:

  1. 50% wszystkich terenów możliwych do zamieszkania zajmują uprawy rolne (51 mln km2, rysunek 1, [3])
  2. z tego 77% wszystkich upraw jest przeznaczana na hodowlę zwierząt (40 mln km2, rysunek 1, [3])
  3. hodowla mięsa oraz nabiał zaspokaja 13% zapotrzebowania energetycznego ludzkości (rysunek 1, [3])
  4. uprawy roślinne zaspokajają 87% zapotrzebowania energetycznego ludzkości (rysunek 1, [3])
  5. hodowla mięsa oraz nabiał zaspokaja 33% zapotrzebowania na białko ludzkości (rysunek 1, [3])
  6. uprawy roślinne zaspokajają 66% zapotrzebowania na białko ludzkości (rysunek 1, [3])
  7. konsumpcja mięsa wynosi ponad 40kg na osobę (rysunek 2, [3]), z czego około 10 kg to wołowina (rysunek 2, [3]).
  8. do wyprodukowana 1 g białka mięsa wołowego potrzeba 1.02 m2 powierzchni rolnej, do wyprodukowana 1 g białka z roślin strączkowych 0.01m2 (rysunek 3, [3])
  9. najwyższa konsumpcja mięsa jest w krajach Globalnej Północy (średnio od 60 do 150 kg rocznie na osobę, rysunek 4, [3])
  10. ponad 25% populacji Globalnej Północy cierpi na otyłość, co oznacza, że konsumuje nadmierną ilość pożywienia (BMI>30, rysunek 5).

Rysunek 2. Roczna konsumpcja mięsa (kg/rok/osobę) na głowę na świecie, bez uwzględnienia marnowania żywności, [3].

Rysunek 3. Obszar rolny niezbędny do wyprodukowania jednego grama białka danego produktu, [3].

Rysunek 4. Roczna konsumpcja mięsa na głowę w zależności od regionu, dane dla 2013 roku [3].

Rysunek 5. Otyłość u dorosłych (BMI>30) w zależności od regionu, [3].

Za mało, czy za dużo?

Powyższe zestawienie wyraźnie wskazuje na dwie sprawy: nadmierną produkcję mięsa, którego produkcja, zajmując większość upraw rolnych na świecie, nie zaspakaja proporcjonalnie potrzeb żywnościowych całej ludzkiej populacji. Oraz na nadmierną konsumpcję żywności w krajach Globalnej Północy, w tym mięsa (rysunek 4 i 5). Przy czym, najbardziej „powierzchniochłonna” jest produkcja wołowiny (około 100 razy bardziej niż np. roślin strączkowych, rysunek 3), która stanowi około 25%  spożywanego mięsa (rysunek 3). Proste przeliczenia wystarczą, żeby się przekonać, że gdyby odwrócić proporcje i na uprawy roślinne przeznaczać 77% wszystkich powierzchni rolnych, można by zaspokoić potrzeby energetyczne około 20,8 mld ludzi i zapotrzebowanie na białko około 16,8 mld ludzi! Wystarczy jeszcze dodać ograniczenie konsumpcji żywności przez najbogatszą część świata (wysokie BMI u 25% populacji), a już widać, że ziemi uprawnej mamy aż nadto, żeby wyżywić co najmniej dwa razy więcej ludzi niż obecnie żyje. Bez dokładania kolejnych terenów uprawnych, bez dodatkowej intensyfikacji produkcji rolnej.

Kolejna składowa to marnowanie żywności. W zależności od rodzaju żywności, straty wynoszą między 20% a 45%, co wystarczyłoby do wyżywienia 3 mld ludzi, a więc tylu, o ile przewiduje się, że populacja ludzka wzrośnie w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Produkcja marnowanej żywności zajmuje obszar wielkości Chin i byłby to trzeci co do wielkości producent gazów cieplarnianych. Zużywane jest na nią 25% zasobów słodkiej wody. Rocznie marnowane jest: 1. ponad 20% produkcji mięsa, 2. ponad 30% ryb i owoców morza, 3. ponad 20% wyprodukowanego nabiału, 4. ponad 30% produktów zbożowych, 5. ponad 45% warzyw i owoców, 6. ponad 20% roślin oleistych i strączkowych, 7. ponad 45% korzeni i bulw [4].

W wielu miejscach na świecie, szczególnie na Globalnym Południu, zamiast żywności, na ziemi uprawnej hoduje się zbędne produkty, które są później eksportowane do Globalnej Północy. Podam dwa chyba najgorsze przykłady: kwiaty oraz tak zwane „biopaliwa”. I tak na przykład, produkowane w Kenii róże są sprzedawane do 60 krajów i stanowią 38% wszystkich róż sprzedawanych w Europie [5]. 50% wyprodukowanych róż jest najpierw transportowane do Holandii, a potem rozsyłane do innych krajów. Można oczywiście dyskutować, że stanowią one źródło zarobku dla miejscowej ludności – tyle, że zabierają miejsce potrzebne do produkcji żywności, a ponadto w hodowli róż używane są syntetyczne pestycydy i nawozy sztuczne w ilościach większych niż przy produkcji żywności. Praca jest słabo opłacana [6], róże są transportowane drogą powietrzną, a transport lotniczy należy do najbardziej uciążliwych z punktu widzenia produkcji gazów cieplarnianych.

Do „bio” paliw pierwszej generacji, należy tak zwany „bio” etanol produkowany miedzy innymi z trzciny cukrowej oraz „bio” diesel, produkowany z roślin oleistych, w tym z palmy olejowej. Przez lata „bio” paliwa pierwszej generacji były traktowane jako odnawialne źródła energii, a ich produkcja była i jest prowadzona przede wszystkim na Globalnym Południu (trzcina cukrowa i palma olejowa), natomiast były i są używane przede wszystkim na Globalnej Północy (co dodatkowo jest związane z koniecznością ich transportu). Dla przykładu rysunek (rysunek 6, [7]) pokazujący produkcję „bio” diesli oraz miejsce ich używania, gdzie dobrze widać, że jest to głównie Europa. Oraz mapa pokazująca liczbę ludzi w poszczególnych regionach Ziemi zagrożonych głodem z powodu produkcji „bio”paliw (około 78 milionów!) (rysunek 7, [8]).

Rysunek 6. Produkcja oraz użycie roślin olejowych używanych jako „bio”paliwa [7].

Rysunek 7. Liczba ludzi w poszczególnych regionach Ziemi zagrożonych głodem z powodu produkcji „bio”paliw w roku 2020 [8].

Co dalej z produkcją żywności?

W obliczu globalnych zmian klimatu oraz wymierania gatunków jedną z kluczowych spraw jest taka organizacja produkcji żywności dla całej populacji ludzkiej, by zminimalizować produkcję gazów cieplarnianych, zużycie energii, zanieczyszczanie środowiska oraz zajmowanie kolejnych terenów pod uprawy i hodowle. Co oznacza również zachowanie gospodarstw rodzinnych, a nie ich przekształcanie w rolnictwo przemysłowe (oparte o fermy przemysłowe i wielkoobszarowe monokultury). To ostatnie jest w dużej mierze odpowiedzialne za opisywaną nadprodukcję i nadmierną konsumpcję mięsa i nabiału. Skutkuje to również transportowaniem produktów na duże odległości, generując dodatkowe zużycie energii oraz produkcję gazów cieplarnianych. Wielkoobszarowe monokultury prowadzą do zubożenia naszej diety, degradacji gleb oraz do używania dużych ilości syntetycznych pestycydów i nawozów sztucznych (będących źródłem N2O, jednego z ważniejszych gazów cieplarnianych). Prowadzą też do spadku bioróżnorodności na terenach rolniczych i są mało elastyczne w przestawianiu produkcji żywności na uprawy bardziej dostosowane do zmieniających się warunków klimatycznych. Natomiast fermy przemysłowe, oprócz nieetycznej hodowli zwierząt, zużywają ogromne ilości wody, produkują odpady w ilościach trudnych do zutylizowania (np. gnojowica), zawierające duże ilości antybiotyków, są źródłem uciążliwych odorów dla okolicznych mieszkańców i mieszkanek. Hodowla bydła i owiec generuje produkcję metanu (ubocznego produktu metabolizmu tych zwierząt), kolejnego gazu cieplarnianego. A ponieważ zwierzęta trzymane są przez całe życie w budynkach, dodatkowym kosztem jest energia niezbędna między innymi do ich oświetlenia i utrzymania właściwej temperatury. Scentralizowana produkcja żywności w wielkich fermach i monokulturach jest też wrażliwa na klęski żywiołowe i ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak susze, powodzie, pożary, wichury. Wówczas zniszczeniu ulegają jednocześnie ogromne powierzchnie upraw, giną tysiące, a nawet setki tysięcy zwierząt hodowlanych.

Bardziej szczegółowe omówienie różnych rodzajów rolnictwa, w tym przemysłowego, rolnictwa rodzinnego oraz agroekologii (definicję agroekologii można znaleźć tutaj [9]) będzie tematem kolejnego artykułu. Zaznaczę może jedynie, że należy pamiętać, iż od wielu lat istnieją biologiczne alternatywy zarówno dla syntetycznych pestycydów (biologiczne środki ochrony upraw, często zwane bio-pestycydami), jak i nawozów sztucznych (np. oparte o zespoły mikroorganizmów), a ciągle opracowywane są nowe. W tym artykule omówiłam jedynie podstawowe dane, które jasno wskazują, że nie jest konieczna intensyfikacja produkcji żywności, ani przeznaczanie pod nią nowych terenów, nawet przy założeniu rosnącej populacji ludzkiej. Jak to powiedział Olivier De Schutter „kluczowe jest przejście z gospodarki rolnej opartej na wykorzystaniu środków ochrony roślin i nawozów na gospodarkę opartą na wiedzy” [9]. Kluczowe nie tylko z powodu konieczności wyprodukowania odpowiedniej ilości pożywienia dla społeczności ludzkiej, ale również dla zachowania Ziemi, jako miejsca życia dla przyszłych pokoleń.

Paulina Kramarz


Ten artykuł można bezpłatnie przedrukować (z podaniem źródła) – prosimy tylko o wysłanie wiadomości z linkiem do przedruku na adres info<małpa>naukadlaprzyrody.pl


dr hab. Paulina Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytwtu Jagielońskiego jest współautorką 43 publikacji dotyczących ekologii bezkręgowców lądowych, z czego duża część dotyczy ekotoksykologii oraz upraw GMO oraz jest współautorką Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających. Obecnie zajmuje się przede wszystkim aspektami ewolucyjnymi i ekologicznymi fizjologii owadów. Jej naukowym hobby jest ochrona biologiczna upraw oraz agroekologia.


Referencje:

[1] GUS, stat.gov.pl

[2] en.wikipedia.org/wiki/North%E2%80%93South_divide

[3] ourworldindata.org

[4] www.fao.org

[5] kenyaflowercouncil.org/?page_id=92

[6] www.bbc.com/news/business-39103419

[7] www.palm-oil.org

[8] www.biofuel.org.uk/threat-to-food-supply.html

[9] zielonewiadomosci.pl/tematy/ekologia/system-produkcji-zywnosci-do-kapitalnego-remontu